niedziela, 28 lutego 2016
Prolog.
Nigdy nie myślałam, że znowu go zobaczę.Bruneta z czarnymi oczami, przypominające głęboką bez dna otchłań.Nigdy przenigdy nie pomyślałabym,że stanę przed takim wyborem.Nie wiedziałam co mam zrobić.Pragnienie jego ciała wzięło górę nad moim rozsądkiem.Straciłam chyba wszystkie zmysły.Byłam zmęczona już ciągłym zastanawianiem się co jest dobre, a co złe.Niech do jasnej cholery dzieje się co chce!Tylko czemu pociąga to za sobą tak liczne konsekwencje?Nie mogę tego zrobić mojej rodzinnej wiosce.To tutaj się wychowałam i spędziłam całe swoje dzieciństwo.Mam z tym miejscem wiele wspomnień.Na tych uliczkach po raz pierwszy zapomniałam o swoich lękach i puściłam kierownicę roweru modląc się w duchu, iż dam radę utrzymać równowagę.To tutaj właśnie pierwszy raz trafiłam swoim shurikenem w obrany cel.Pamiętam do dziś jak bardzo byłam, wtedy z siebie dumna.Od małego wmawiałam wszystkim, że zostanę wspaniałym medykiem ninja.Zawsze podziwiałam swoją babkę Tsunade, która dzięki swoim zdolnością została mianowana na V Hokage.Chciałam być taka jak ona.Tylko czy wspaniały ninja postąpiłby tak nie rozsądnie jak ja?Gardziłam się za to wszystko.Dlaczego życie stawia nas przed takimi wyborami?Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę, by był tak rozdarty pomiędzy złem z dobrem jak ja tamtego dnia.Powinnam była zabić go, wtedy kiedy była okazja; nie zwlekając dłużej.Byłam zbyt słaba.Zrozumiałam wówczas, że tym co nas osłabia jest to chore uczucie nazywane przez wszystkich miłością.Pomimo upływu tylu dobrych lat ta namiętność nie przeminęła, a nawet nie zminimalizowała się.Dotarło do mnie,że żadna wielka miłość nie umiera do końca.Możemy strzelać do niej z pistoletu, czy próbować uśmiercić ją na wszelkie sposoby.Ta cholerna kanalia wie jak przetrwać.Pojawia się w najmniej odpowiednim momencie przytwierdzając nas do muru.Gdybym tylko mogła przenieś się te kilkanaście lat wstecz za pewne nigdy nie poznałby nawet mojego imienia.Ułożyłabym sobie życie z Naruto czy kimkolwiek dla którego choć trochę znaczę.Będąc w akademii myślałam, że życie to anegdotka, w której jest tak wszystko banalnie proste.Łudziłam się, że lew zabójca nagle uświadomi sobie jak bardzo kocha bezbronną owce i postanowi spędzić z nią resztę życia.A to nic bardziej mylnego.Właśnie w tym problem,że tak nie musi być.Przez całe życie można czekać na coś, co nie ma prawa nadejść.Zawsze znajdzie się ktoś kto bez pytania wpieprzy się w czyjeś poukładane życie.Moim najskrytszym pragnieniem było zapewnienie spokoju mieszkańcom Konohy, by świeżo upieczeni Genini w spokoju bez żadnych wojen mogli się kształcić i spełniać swoje marzenia.A sama to wszystko koncertowo spieprzyłam.Mam nadzieję,że następnym razem, gdy spotkamy się ponownie, znajdę w sobie tyle siły, by zadać mu ten decydujący cios..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Masz fajny pomysł na to opowiadanie, nie dajesz czytelnikowi odpowiedzi i prologiem nie zdradzasz calego opowiadania jak to niektórzy robią. Wiesz jak tą tajemniczością zachęcić czytelnika. Nie zauważyłam błedów (ale moja ortografia zostawia sobie wiele do życzenia ��)
OdpowiedzUsuńTo chyba tyle. Mam nadzieję ,że szybko dodasz rozdział ,bo zaciekawiłaś mnie i chcę wiedzieć co będzie dalej.
Pozdrawiam i życze weny ��
Dziękuję!! :)
UsuńPiszesz bardzo dobrze ,ale jak dla mnie z tego prologu można było wyciągnąć więcej i przez to go wydłużyć ,bo jest za krótki. Życzę powodzenia
OdpowiedzUsuńnoc-w-tokio.blogspot.com