Słońce nieśmiało wdrapywało się po błękitnym niebie.Ptaki radośnie świergotały tym samym witając mieszkańców wioski.Kot przeciągnął się na murku i przyglądał się przechodniom.Wczesnym rankiem wioska tętniła życiem.Wszyscy w pośpiechu kroczyli do swej ukochanej, albo wręcz przeciwnie znienawidzonej pracy.Zapowiadał się na prawdę ładny dzień.Do pokoju różowowłosej wdarły się bezlitośnie pierwsze promienie słońca.Lekko muskały jej delikatną twarzyczkę.Nie miała zamiaru wstawać tak wcześnie.Chciała pobyć w objęciach Morfeusza jeszcze parę niewinnych minut.Przecież to jej nie zbawi.Miała przyjemny sen,co można stwierdzić po widniejącym na jej ustach promienistym uśmiechu.Jej włosy rozłożyły się na łóżku, niczym gwiazdy na niebie.Przez swój specyficzny kolor trudno byłoby jej nie znać.Ten niepospolity kolor doskonale odzwierciedlał jej charakter.W końcu symbolizuję on uczuciowość,skłonność do wzruszeń oraz wrażliwość.Jest niezwykle krucha, jednak potrafi to nieziemsko ukrywać.W walce nigdy nie pokazuję przeciwnikowi swoich słabości, bowiem bardzo dobrze wie,że mógłby to wykorzystać i szybko przejąć przewagę.Gdy ktoś wyprowadzi ją z równowagi potrafi pokazać pazurki.W dzieciństwie była spostrzegana jako zakompleksiona dziewczynka.Jej największym kompleksem było jak uważała - wysokie czoło.Często przykrywała je grzywką.Czuła się przez to nieatrakcyjna.Dopiero gdzieś po egzaminie na Chuunina zrozumiała, iż tak nie jest.Wtedy po raz pierwszy zobaczyła w sobie piękną z dużym potencjałem dziewczynę.Przestała już zapuszczać grzywkę.Nagle przestało ją interesować zdanie innych.Wiedziała,że są rzeczy ważniejsze niż wygląd.Skupiała się wówczas więcej na walce wręcz i ulepszaniem swojego jutsu. Kiedy znany wszystkim Uchiha opuścił na dobre wioskę postanowiła się zmienić.Miała dość bycia kulą u nogi.Wkurzało ją,że wszyscy wokoło rosną w sile, a ona stoi w miejscu i nie ma odwagi pójść dalej.Dotarło do niej jak bardzo jest słaba i bezużyteczna, gdy Naruto zostawił ją po raz pierwszy samą; tym samym wybierając się na trening z legendarnym sanninem Jiraiyą.Było jej ogromnie wstyd, gdy mówiono o niej jako wnuczce V Hokage.Twierdziła,że nie zasługuję na ten tytuł.Miedzy nią, a młodą Tsunade była przeogromna przepaść, którą chciała pokonać.Tak czy inaczej została słynną kunoichi.Teraz pracuję dla ANBU i jest z siebie dumna.Zawsze chciała chronić tak cennego dla niej miejsca.
Spojrzała na zegarek - 10:25.Stwierdziła,że to nie żarty i na prawdę musi wstać.Szybkim krokiem skierowała się w kierunku toalety i wykonała wszystko poranne czynności.Mocna kawa postawiła ją na nogi.Zaczęła zajadać swoje ulubione musli.Rozległ się dzwonek do drzwi.Przez okno dostrzegła,że to jej przyjaciel, który na jej widok szeroko się uśmiechnął.
-Sakura,a ty w piżamie!? - wykrzyczał.
-Normalni ludzie w nocy śpią - zakpiła z niego wracając do swojego śniadania.
-Nie za kusa ta halka? - skrzyżował brwi, wykrzywiając usta w dzióbek.
-Jeszcze słowo, a stanie ci się krzywda.
-Dobra,dobra. - Luuz. - Wiesz,że wyruszamy dziś na misję?
-Jaką misję? Miałam iść po południu do Akademi..
-Zmiana planów. - wzruszył ramionami na znak bezradności.
-Czemu Tsunade nie powiedziała mi wcześniej?
-Może stwierdziła, że powie to bardziej rozumnemu ninja. - zaśmiał się.
-A może po prostu byłam ostatnio zbyt zajęta? - syknęła. - Co to za misja?
-Nie wiem nie słuchałem tej babki dokładnie. Ale całkiem ustatkowana, ponoć nawet nie będziemy musieli walczyć.
-Dlaczego więc wysyła na taką banalną misję ANBU?
-Sakurcia, czasem zachowujesz się jakbym był chodzącą encyklopedią.
-Za takiego się masz,czyż nie? - puściła mu oczko.
-Mówiłem ci,że kocham twój charakter?
-Tysiąc razy.
-Więc to tysiąc pierwszy. - ukazał jej swoje białe zęby. -Lepiej się pośpiesz.Za dwie godziny wyruszamy.
-Świetnie, czy ja zawsze dowiaduję się jako ostatnia? - widziała jak był gotów odpowiedzieć na jej retoryczne pytanie głupim tekstem. - Daruj sobie. - dodała.
-Nie poznaję cię Sakura. - spojrzała na niego pytająco. -Jestem przyzwyczajony do starej Sakurci z akademii.Wydoroślałaś przez te cztery lata, gdy nie mieliśmy kontaktu. - westchnął.
-Myślałeś, że zawsze będę tylko chroniona przez ciebie? - zdziwił się. -Że broniąc mnie będziesz się popisywał swoimi nowymi technikami.. - zagryzła mocno wargę. - Byłeś w błędzie.Nie ma już tej różowowłosej kuli u nogi.
-Twoja postawa mi się podoba - uśmiechnął się. - Mogę cię o coś spytać? - wlepił wzrok w ścianę.
-Hm..?
-Jak myślisz..co z Sasuke? Westchnęła.Chwile milczała, ale nie chciała, żeby pomyślał sobie, że nadal jest coś na rzeczy.
-To już nie nasza sprawa Naruto.Dobrze wiesz, że miał wybór.Zrobił to co chciał.Z resztą jak zawsze.Nie powinieneś sobie nim głowy zaprzątać.
-Był naszym przyjacielem..
-Minęły cztery lata.Nie sądzę,żeby pamiętał nawet nasze imiona.
-Jesteś bezlitosna.
-Mówisz tak jakby on kiedykolwiek był. - uśmiechnęła się szeroko opierając o blat kuchenny.
-Jestem tylko ciekaw, czy jego marzenia się zyściły.
-Marzenia? Marzenia, które ranią wszystkie wkoło osoby to nic nie warte marzenia.Sam mi to kiedyś powiedziałeś.
-Mam mieszane uczucia.Czuję się, że jeszcze go spotkamy,ale już jako śmiertelnego wroga.
-Wtedy go zabijemy i po sprawie.
-I zrobiłabyś to z zimną krwią?Bez wyrzutów sumienia?
-Chyba mi nie powiesz,że próbowałbyś go znowu nawrócić. Spojrzała na blondwłosego przyjaciela, który wzruszał ramionami. - Nie,Naruto.Jest już za późno.Daj spokój, na prawdę.Zajmij się spełnianiem marzeń.A nie zadufanym w sobie dupkiem.
-Może masz rację. - Dobra, Sakurcia ja spadam.Widzimy się za dwie godziny. - pożegnał ją gorącym uściskiem. - Tak,tak do zobaczenia.
****
W ciemnym opuszczonym pokoju stali dawaj mężczyźni.Gdyby nie jedna zapalona lampka można byłoby stwierdzić, że nikt tutaj nie wchodzi.Pajęczyny w rogach ściany były nadzwyczajnie zauważalne.Ta sala od kilku dobrych miesięcy nie zaznała światła dziennego.Okna były szczelnie pozaklejane czarną taśmą, jakby Akatsuki bało się, że ktoś chcę ich podglądać.Właściwie to nikt nie wiedział o ich kryjówce.Była ściśle tajna.Znajdywała się na granicy Konohy za wielkim starym lasem.Jedynie członkowie tej niebezpiecznej organizacji o niej wiedzieli.Ten ogromny gmach miał niewymownie wiele sal.Większość z nich i tak była zamknięta na cztery spusty.Kręte korytarze zdawały się nie mieć końca.
-Więc co zamierzasz zrobić ? - zapytał blond włosy z grzywką przysłaniającą jego lewe oko.
-Na razie musimy to przeczekać.Nie mam wystarczająco siły.. - ciągnął pomarańczowo włosy.
-Tak jest, mistrzu.Wstrzymam wojsko.
-Doskonale, Deidara. - pokręcił głową. -Rewelacyjnie sprawdzasz się w roli mojego asystenta.
-To dla mnie zaszczyt. Jest tylko taka jedna mała rzecz, o którą chciałbym cię zapytać.
-Śmiało. - pokazał gestem ręki, by mówił dalej.
-Wiadomo co z Itachim?
-Niestety nie.Sasuke nie zdał mi ostatnio fenomenalnych raportów.Domniema, iż uciekł już z Konohy po ich ostatnim ''braterskim'' spotkaniu.
-Nie sądzisz, że to trochę dziwne?
-Jasne, że tak uważam.Itachi nie poddał by się tak łatwo.Tym bardziej, że współpracuję z Madarą.
-Myślałem,że to my jesteśmy najniebezpieczniejszą organizacją. - parsknął. -Tylko nas ludzie mają się bać.
-I boją. - uśmiechnął się szyderczo. - Konoha już jest moja.
-Szefie, a jak zamierzasz tego dokonać? Przecież..
-Milcz! - przerwał mu. -Mamy już z Sasorim i Sasuke plan. - Reszta to już nie twoja sprawa.
Głośny huk; oboje przenieśli swój wzrok na pomarańczowooką, która stała w drzwiach.
-Do jasnej cholery, Konan! Ile razy mówiłem,że bez pukania tutaj nikt nie ma prawa wstępu.
-Wybacz, Pain. - Przybywam właśnie z tej wioski piasku.
-I jak raport?
-Gaara coś knuje.
-Mianowicie?
-Tego nie wiem.. Pain wstał.Na jego twarzy pojawiła się złość, a w oczach płomienie.Nienawidził, gdy coś szło nie po jego myśli.Nie mógł nigdy znieść porażki.
-Czy wy macie 5 lat?! - jego głośne warknięcie rozległo się po całym budynku. - Nie umiecie dowiedzieć się co knuje nasz wróg?! - Dość tego! Jutro Konan wyruszasz na trening z Deidarą i Sasuke.Nie będę was niańczył.Wyraziłem się chyba jasno!
-Tak, szefie. - odpowiedzieli równocześnie.
-A teraz wynocha, mam pełno spraw na głowie.
W ciszy wyszli z gabinetu Paina.Oboje mieli go już po dziurki w nosie.Tych rozkazów i krzyków.Traktował ich jak najgorszych śmierci,ale przecież sami się na to zgodzili.Byli w drodze do swoich pokoi, ale znowu zapomnieli na którym zakręcie mają iść w prawo.
-Po co ty tyle tych zakrętów?!Nie wystarczył by jeden? - wzruszył na to ramionami.
-Pain ma rację jesteście beznadziejni. - uśmiechnęła się szyderczo okularnica, która stała teraz na przeciw ich z nogami opartymi na ścianie.Ręce miała skrzyżowane na piersiach, a jej wzrok był na prawdę groźny.
-Nie umiecie nawet trafić do pokoju, żałosne. - skinęła. - I wy się nazywanie członkami Akatsuki?
-A ty chyba tylko dzięki Sasuke się tutaj dostałaś. - szybko obroniła się pomarańczowooka.
-To co łączy mnie a jego to nie wasza sprawa. - Tak czy siak jestem od was lepsza.
-To co powiesz na sparing! - wreszcie odezwał się blondyn, który przez dłuższy czas milczał.
-Podziwiam twoją odwagę,Deidara.Zgoda. - uścisnęli sobie ręce.
-Dajcie spokój! Nie jesteśmy wrogami. Musimy współpracować razem, jeśli nie chcemy, by Pain nas zniszczył!
-O jaka tchórzofretka. - zaśmiała się Karin. - Pain je Sasuke z ręki.Nie mam czego się bać.To mój rejon.
-A ty zbyt pewna siebie.To cię zgubi. - Chodź Deidara. - pociągła go za rękaw.
-Frajerzy. - skomentowała rożowowłosa, po czym wskoczyła na pal i udała się w stronę swojego pokoju.
To dopiero początek, więc może być nudne.Piszcie, czy wam się podoba :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz