Czułam się nieswojo w jego towarzystwo. Co chwilę do moich nozdrzy dolatywał ten męski zapach przez co wirowało mi w głowie. Od przekroczenia granic Suny nie odezwał się do mnie ani słowem. Przez ten cały czas milczał jak grób. Nie zaprzeczę ta cisza była dla mnie niemniej niż krępująca. Czułam na sobie wzrok tej okularnicy. Spoglądała na moją twarz co jakiś czas. Przyglądała mi się z taką pasją, jakbym była dla niej inspirującym obrazem. Mniejsza, o to.
Zastanawiałam się, co mogę zrobić w tej sytuacji. Rzecz jasna mogłam uciec. Ale w głowie ułożył mi się zupełnie inny plan. Skoro mam szansę odkrycia kryjówki Akatsuki, to czemu by nie? Gdy dowiem się wystarczająco wielu rzeczy po prostu się zwinę i powiadomię Hokage-Sama. Tak! To dobry pomysł. Kto wie, czy znowu nie planują jakiegoś ataku? Nie rozumiem ich posunięć. Jestem z Konohy. Przecież mogę ich wydawać. Nie to by było za proste. Nie dadzą mi pewnie takiej szansy. Z całą pewnością działają na zasadzie: Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Flustrujące,
- O czym tak myślisz? - obróciłam głowę w jego stronę. Nie patrzał na mnie tylko przed siebie, ale wiadome było, że kieruję te słowa do mnie.
- Ja.. - zawahałam się.
- Ty. - warknął.
Podniosłam swoje zielone tęczówki i skierowałam swój wzrok na dłoń, która za chwilę zamieniła się w pięść.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam tym samym tonem, co on. Zacisnęłam mocno usta, jakbym wiedziała, że zaraz wydobędą się ze mnie słowa, które nie powinny.
- Barbie, jaka ostra. - zaśmiała się Karin. Okularnica.
Fuknęłam ze złości. Zmierzyłam ją gniewnie wzrokiem, po czym bez wahania odmachnęłam się i dałam jej w twarz. Odskoczyła na parę metrów.
- Ty suko! - wrzasnęła na niemal cały las, przybliżając się w mgnieniu oka.
Byłam gotowa na zapoznawczy sparing. Wcale się nie bałam. Trenowałam u Tsunade. Ciężko. To niezaprzeczalny fakt. Wierzę w siebie i w swoje umiejętności.
- Dość. - powiedział zasłaniając mnie swoim ciałem. Zdziwiło mnie to, ale chyba bardziej wkurzyło. Co on niby sobie myśli? Że dalej potrzebuję niańki? Kogoś kto będzie mnie zasłaniał własnymi plecami? Dalej ma mnie za kulę u nogi. Jestem tego pewna. Stary Sasuke.
- Bronisz jej? - warknęła w jego stronę wymachując rękoma z bezradności.
- Karin, to ja tutaj wydaję rozkazy. To było nie rozsądne z twojej strony. Czyżbyś zapomniała po co istniejesz?
Powiedział to z takim spokojem i powagą, że mogłabym się wzruszyć, gdybym go nie znała. Jak zwykle. Wielki pan przywódca, który nigdy nie może się mylić. Szkoda mi tej dziewczyny nawet. Nie wie w jakim toksycznym gównie tkwi. Jest w niego zapatrzona jak z obrazek. Zrobiłaby dla niego wszystko. Myśli, że to sprawi, że ją zauważy. A jest tylko jedną z wielu.
- Sakura, a ty mniej się na baczności, bo będę musiał skrócić cię o głowę. Nie podskakuj sama wiesz, że to ci się nie opłaci.
Obrócił się w moją stronę tym samym patrząc wprost w moje oczy, które nie wyrażały nic. Jedynie pustkę i zagubienie. Na pewno był zdziwiony, gdy nie ujrzał w nich gorącego pożądania.
- Uchiha - zaczęłam zagryzając dolną wargę. - Po pierwsze. Nie będziesz mi mówił co mam robić. Może jesteś szefem, ale z pewnością nie moim. Nawet nie wspólnikiem. Po drugie. Umiem sama o siebie zadbać. Sama wiem, co dla mnie jest najlepsze. To ty mniej się na baczności. - fuknęłam w jego stronę.
- Straszysz mnie? Grozisz? - w odpowiedzi usłyszałam tylko jego głośny śmiech. - Słodka jesteś. - zmierzył mnie wzrokiem, co przyprawiało mnie o jeszcze większą złość.
*****
Obudziłem się. Czułem jak wszystko przewraca się w moim żołądku. Nie wiedziałem, czy to jawa, czy sen. Szumiło mi w głowie. Kolory stały się dla mnie nie wyraźne. Nie byłem wstanie nawet określić mojej lokalizacji. Silny ból w nodze dawał się we znaki. Ostatnie co pamiętam, to to, że byłem w lesie z Sakurą. Oświeciło mnie.
- Sakura! - rozległ się mój głośny krzyk po sali szpitalnej. Potarłem oczy i ujrzałem obok mnie stojącą pielęgniarkę, oraz Brewkę. Patrzeli na mnie z tym samym zdziwieniem co ja na nich.
- Gdzie jest Sakura?! - próbowałem podnieść się do pozycji siedzącej, ale kroplówka mi to umożliwiała.
- Naruto, spokojnie.. - Pielęgniarka próbowała na próżno uspokoić mnie swoim milusim głosikiem. Chyba chciała mnie przekonać, że wszystko jest w porządku. Ale nie mam 5 lat nie wierzę w to.
- Gdzie ona jest.. - warknąłem.
- To my powinniśmy cię spytać.. - spojrzałem na Lee. Jego oczy były zagubione i smutne. Pozbawione blasku. Jeśli chodzi o Sakurę zawsze takie są.
- Jak to? Co do cholery się stało.. - poklepałem się po głowie, przymykając oczy. Próbowałem przypomnieć sobie więcej szczegółów z tamtego momentu.
- Jedyne co wiemy, to to, że Neji znalazł cię w lesie. Na szczęścia miał w pobliżu trening. Byłeś nieprzytomny przez .. - spojrzała na zegarek. - Dwie godziny. Teraz się obudziłeś.
- Więc nie wiadomo co z Sakurą? - zesmutniałem.
- Nie było nas tam. Nie wiemy nic. - odparł Lee.
- Nie pamiętasz nic? - spytała. - Ktoś was zaatakował?
Myślałem przez chwilę.Ba, ale ja jestem głupi! To Sasuke! Sasuke tam był! Zdrajca Konohy! Na pewno porwał Sakurę! Chcę wiedzieć o wszystkich planach Hokage. Cholera!
- Zawołajcie Hokage..! - znów się wydarłem.
-Już tu jest. Czekał, aż się wybudzisz. Jeśli chcesz to możemy wyjść z Lee i porozmawiacie w cztery oczy.
- Proszę. Będę wdzięczny.
- Dobrze. Chodź, Lee.
Wzięła go za ramię i wyprowadziła z pokoju tym samym przymykając drzwi. Moje myśli wiły się w kłębek. Cholera, po co wrócił? A może on nie wrócił, tylko cały czas był w pobliżu?
- Naruto, nie pokoje się.
Podniosłem wzrok i zmierzyłem słynną Tsuande wzrokiem. Gołym okiem zauważyłem jej wymalowany na twarzy niepokój. Oczy są oknami serca. Pewnie w jej sercu panuje teraz istne tornado.
- Nie pamiętasz nic? - zaczęła.
- Pamiętam. - zacisnąłem dłonie w pięść. - To Uchiha. Sasuke. Wrócił. - przegryzłem dolną wargę jednocześnie zgrzytając zębami.
- Sasuke? - jej oczy wyszły na wierzch. - Jest zdrajcą. Nie jest tutaj mile widziany.
- Znaczy.. spotkaliśmy się w Sunie.. Był z jakimś gościem i różowowłosą.
- Na pewno Sugeistu i Karin. Sasuke jest przywódcą drużyny Hebi, do której oni należą.
- Nie wiedziałem.. Ale.. ale przywódcą? Jak to?
- Nie całkiem, Naruto. - wstała i powędrowała do okna. Chwilę przyglądała się przechodniom. - Pracuję dla Paina. Na pewno chcą przejąć władzę nad Konohą. - ani nie drgnęła.
- Paina? Myślałem, że to Madara jest naszym najgorszym wrogiem.
- Po części Naruto, po części tak. Masz rację. Nagato to słynny lider Akatsuki. Główny antagonista. W sumie podziela i klan Uchiha i Senju.
- Uchiha?! - zerwałem się z łóżka. - Co?!
- Gdy był małym chłopcem Madara przyszczepił mu bez jego wiedzy i zgody, swój Rinnegan. Kiedyś już wprowadził niezłe zamieszczanie do naszej spokojnej wioski. Obawiam się, że mamy kłopoty.
- To on porwał Sakurę! Czy jej coś grozi?!
Znów się zdenerwowałem. Tak bardzo się o nią martwię. Nie tylko jest dla mnie wspólniczką, ale też pierwszą miłością i przyjaciółką.
- Nie sądzę.. - uspokoiłem się trochę. - Nie będzie chciał jej zabijać. Nie miałoby to dla niego żadnej korzyści. Raczej będzie chciał i próbował wyciągnąć z niej informację o Konohie..
- To dużo mniejsze zło niż śmierć.
- Znasz Sakurę. Nie piśnie ani słówka. Znam ją. A on posunie się do rygorystycznych środków.
- Co to znaczy?
- Tortury.. - spuściła głowę w dół.
Nie pozwolę! Nie,nie,nie! Dopóki moja noga stąpa po tej ziemi, będę chronił tego co dla mnie ważne obiema rękami i nogami. Odbijemy Sakurę. Jeszcze dzisiaj.
poniedziałek, 30 maja 2016
czwartek, 24 marca 2016
Rozdział 5.
Uwaga! Od tego rozdziału zmieniłam sposób pisania. Piszę to oczami Sakury. Jeśli zbyt chaotyczne, to przepraszam.
Cisza,która chwilowo zapanowała nie miała nic wspólnego ze spokojem. Chcąc, nie chcąc moje serce biło jak szalone. Łudziłam się, że to tylko przez to, iż dawno go po prostu nie widziałam. Nic się nie zmienił. Może jedynie o kilka cm wyższy, bardziej umięśniony. Fryzura nadal taka sama. Taka sama zagubiona para oczu. Zabiję to uczucie. Kurwa, zrobię to! Nie wiem jak. Ale muszę. Nie mogę kochać zdrajcy mojej własnej rodzinnej wioski. Kochać? Pff, to za mocne określenie. Nie można kochać kogoś kogo nie widziało się kilka lat i nic się o nim nie wie. Nie,nie,nie! W tym momencie moje uczucia były tak sprzeczne jak od dawna nie były. Czułam lekki niepokój i lęk. Spojrzałam na Naruto. Z taką samą pasją mu się przyglądał. Rozumiem go. Z Sasuke było mu jak z rodzonym bratem. Wcale się nie dziwię, że walczył o niego do końca. Ja, głupia zwaliłam na niego cały ten ciężar, a sama nie zrobiłam nic! Cholera, znowu te pieprzone wyrzuty. Zacisnęłam dłonie w pięści mierząc pozostałą dwójkę wzrokiem. Przy okazji natknęłam się na czarne tęczówki.. moje ciało zadrżało.
- Sakura Haruno. - powiedział głośno i wyraźne patrząc na mnie. Otworzyłam lekko usta na znak zdziwienia. Wow, pamięta mnie. To sukces. Brawa dla Uchihy. I Oklaski!
- Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę.. - przegryzł dolną wargę. Zrobiło mi się niezręcznie. Jego zimny i obojętny wzrok przeszywał mnie na wylot. Do furii doprowadzało mnie to jego poczucie wyższości. Zmierzyłam go wzrokiem otwarcie ukazując mu w moich tęczówkach widoczną irytację. Niech sobie nie myśli, że rzucę się na niego ożywionym słowem Sasuke-kun. W tej chwili przeklinam go.
- Wydoroślałaś. - Nigdy nie przypuszczałbym, że to ty będziesz powodem ruszenia całego Akatsuki.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Byłam ciekawa, dlaczego tu jest. Misja rangi S?
- Ty za to nie zmieniłeś się w ogóle. - popatrzałam na blondyna. Nareszcie zaszczycił nas swoją obecnością. Gdy tak zawzięcie milczał nawet nie odczuwałam jego obecności tutaj.
- Tak? - zaśmiał się szyderczo. - Ten twój pokój ducha jest niesamowity.
- Naruto bynajmniej nie jest tchórzem! - szybko złapałam się za usta. Nie chciałam tego powiedzieć. Tak jakoś samo się wyrwało. Jedno jest pewne.. gdy człowiek chcę coś wyznać, a nie może to gromadzi się to w nim. Przez tyle lat było tego na prawdę sporo. Wiele nocy przepłakałam. Wiele nocy spędziłam na ciężkich treningach, by ból fizyczny zagłuszał ten psychiczny. Nie zliczę ile razy moje pięści krwawiły, bo byłam tak wkurwiona, że uderzałam nimi o twardą korę. Czuję się jak tykająca bomba. Nieodpowiednia chwila, a wybuchnę. Jeśli ktoś przetnie tylko jeden zły kabelek.
- Jesteś...
Domyśliłam się, co chcę powiedzieć. Zmrużyłam powieki, podnosząc konsekwentnie jedną brew. Odwróciłam się do niego tyłem. Nie mogę na niego patrzeć. Mimo seksapilu, który posiada jest zwykłym dupkiem i zdrajcą. Zmieniłby już płytę. Nudny jest, po prostu. Ciągle to samo. Te słowa brzęczą w mojej głowie. Są dobijające. Zaraz jak boga kocham rzucę się na niego. Pokażę mu, że wcale tak nie jest. Że ciężką pracą można pokonać przeszkody nie ważne jak trudne by były.
- Intrygująca..
Na te słowa wyprostowałam się i wzięłam głęboki oddech.
- Dlaczego nie irytująca? - syknęłam z jadem.
- Wybacz, pomyliłem słowa. - zaśmiał się.
Co za tupet! Nadal jest tak pewny siebie. Jeśli tylko odkryję, że nadal zależy mi na nim wykorzysta to. Z całą pewnością. Ten egocentryczny barani łeb.
- Tym razem moją zachcianką będziesz ty, Haruno.
Na te słowa przeszedł mnie dreszcz. Tylko czy z podniecenia? Z strachu, co ma w planach? Powiedział to tak seksownie, że adrenalina zaczęła mi wzrastać. Wyczułam w tych kilku słowach zobowiązanie. Czy tylko na pewno on ma zamiar to wszystko zrobić?
- Co to znaczy, Uchiha? - odezwał się jej towarzysz.
- Poznasz wreszcie prawdziwą moc Sharingana.. - zmrużył oczy mierząc bezlitośnie go wzrokiem.
Czuję, że szykuję się zapoznawczy sparing. Czuję, że to moja szansa na udowodnienia mojej użyteczności. Tyle lat na to czekałam. By w końcu wyjść z cienia. Słońce nikogo nie omija.
- Wiesz.. dziwię się, że pracujesz dla ANBU.. - przerwał i chwilę milczał. - Czyżby twoje bezsensowne i dziecinne marzenia o Hokage nie spełniły się? - zaśmiał się szyderczo.
Wyczułam w jego głosie sarkazm. Kto, by go nie wyczuł. Powiedział to tak donośnie, jakby z niego szydził.
- Czy ktoś, kto nie był w stanie uratować swojego przyjaciela, może zostać Hokage? Jak myślisz Sasuke?
Zesmutniałam. W jednej chwili przed oczami miałam wszystkie spędzone razem chwile. Te radosne i te mniej. Team 7 na zawsze pozostanie w moim sercu. Nie wymarzę tego ze swoich wspomnień. W sumie to absurdalne, byłoby to gdybym mogła wymazać z pamięci ludzi, których znam połowę życia. Od akademii. Przecież kochałam się w Sasuke od dziecka. To on był przyczyną mojej zawziętej rywalizacji z Ino. Wtedy nie pomyślałabym nawet, że Uchiha może być akurat ze mną w drużynie. Z zakompleksioną nieśmiałą dziewczyną. Był idolem wszystkich dziewczyn. Nie dziwię się. Mama mówiła 'chuligani' to zła sztuka, a każda z nas w chuliganie miłości szuka. To nie zaprzeczający fakt, że ciągnie nas do złych chłopców. A on w sobie coś takiego miał. Były chwilę, kiedy był przesiąknięty jadem aż do szpiku kości, ale były też momenty kiedy martwił się o nas. Skrycie. Nie zauważalnie. Tak mogło mu się bynajmniej wydawać. Jedną z przełomowych chwil, było, gdy musieliśmy przetransportować Tazunę do Kraju Fal. Haku użył swojej techniki Tysiąc Lecących Wodnych Igieł Śmierci na Naruto i Sasuke. Czarnooki ochronił, wtedy blondyna własnym ciałem i przypuszczaliśmy, że zginął za niego. Przez długi czas nie budził się. W każdy skrawek ciała miał wbity igłę. Widząc go w takim staniu nie powstrzymałam łez zbyt długo. To dawne czasy, ale, kiedy to wspominam to zazdroszczę sobie tego, iż wtedy miałam jeszcze jakąś nadzieję. Że może się nawróci.
- Przykro mi, ale moją zachcianką jest pozbawienie cię życia. - westchnął.
Nim się zorientowałam się szybko zjawił się tuż obok mnie. Niemal tyknęliśmy się rozgrzanymi ciałami. Czułam jego obecność. Jego zapach. Stał tak blisko, jak nigdy. Dmuchał w moje długie różowe włosy. Miał cholernie ciepły oddech, który podrażniał moją miękką skórę. Czułam jak przez moje ciało przechodzi fala podniecenia.
- Zapomnij o byciu Hokage, bo to ja tu jestem najlepszy.
Oboje milczeliśmy. Naruto ze zdziwienia.. a ja? Chyba po prostu nie wiedziałam co mam powiedzieć. To wszystko działo się tak szybko. Nie miałam ani chwili na zastanowienie się, co on właściwie tutaj robi. Moje pytanie pozostaje dalej bez odpowiedzi.
- Nie cofnę.. - po dłuższej chwili zastanowienia, jednak odezwał się tym samym przerywając irytującą ciszę. - Moich słów. To moja droga ninja! - poprawił swoją maskę ANBU.
- Suigetsu, Karin! - zawołał chyba swoich towarzyszy.
Widziałam ich już kilka razy wcześniej. Wiem, że należą do Akatsuki, a wcześniej pracowali dla Orochimaru. Kakashi coś nawet mi na ich temat szepnął parę razy do ucha. Karin to jego teraźniejsza przyjaciółka z drużyny. Pierwszy raz usłyszałam jej imię, gdy Sasuke uratował ją na egzaminie na chuunina. Ale byłam, wtedy wściekła. Okularnica! Może to wredne, ale pocieszam się tym, że jest ode mnie brzydsza. Myślę, że nie stanowi żadnej konkurencji.
Ale białowłosy? Suigetsu jest nazywany Demonem z Ukrytej Mgły nie bez powodu. Posiada nietypowy sposób pokonywania przeciwnika, a mianowicie wyrywania kończyn. Zdaję sobie sprawę, jakie to musi być bolesne. Auć, na samą myśl, o tym boli mnie. Jego słabością.. nie pamiętam co jest, ale wiem, że musi nosić zawsze butelkę z wodą. Może to ma coś wspólnego z piorunami?
Moje głębokie rozmyślenia przerwał krzyk mojego przyjaciela. Szybko odwracając się zauważyłam Naruto otoczonego wodą. Nie daleko stał słynny fioletowooki. Pewnie zmanipulował wodę. Cholera to zaawansowana technika, której nie dam rady strwonić. Jaki on musi być szybki, że Naruto nie zdążył go zaatakować lub odeprzeć ataku?
- Naruto! - krzyknęłam z bólu.
Nie fizycznego.
Chciałam jak najszybciej rzucić się na Suigetsu. Niech tylko zrobi mu krzywdę, a sama wyrwę mu każdą kończynę jego ciała!
Zdziwiłam się, gdy poczułam opór. Czyjaś dłoń uniemożliwiła mi atak. Jakby ta osoba przewidziała, co mam ochotę zrobić. Zastygłam w bez ruchu. Bałam się odwrócić. Bałam się natrafić na tęczówki czarne jak dno studni. W mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl; Dlaczego? Po tylu latach zjawia się nie wiadomo z kim i po co. A co do Uchihy.. zabolało mnie to. Dotarło do mnie, że dalej jestem bezsilną dziewczynką jeśli chodzi o przyjaciół. Bo jeżeli chodzi o wrogów, to zabijam bez namysłu. Nie mam żadnych oporów.
Ale przy nim zmiękłam. Łza poleciała z mojego prawego oka, a tuż po chwili zatrzymała się na moim siarczystym policzku. Znowu się pojawił w moim życiu. Nie wiadomo na jak długo. Pewnie na chwilę. Już dawno wyrosłam z moich głupkowatych marzeń. Wiem, że się nie zmieni. Dopóki nie posiądzie zemsty. Ale dlaczego do cholery miesza w to mnie i Naruto. Niech robi sobie co chce, niech zabija kogo chce. Tylko niech trzyma się od Konohy i nas z daleka! Wystarczająco dużo przez niego wycierpieliśmy. Czy to dla niego wciąż za mało? Chcę nas całkowicie zniszczyć i pozbawić na zawsze chakry, byśmy go popamiętali? Nie zasłużyliśmy sobie na to, o nie! Naruto zawsze ratował mu te egoistyczne dupsko! Był w stanie oddać dla niego życie! I wiem, że zrobiłby to bez zastanowienia, gdyby sytuacja tego wymagała! Ja.. kochałam go bezgranicznie! Byłam w stanie odejść z wioski dla niego. Być z nim. Mieć go przy sobie w zamian za pomoc w chorej zemście. To tylko tyle? Chyba aż!
Nie wątpię w jego siłę, ale nie wątpię też w siłę Naruto. Wiem, że jeśli doszło, by do walki pomiędzy ich dwojga byłby remis. Ale po co tu osoba trzecia. Naruto nie jest w stanie sam uwolnić się z tej osłony wodnej. Do jasnej anielki, ta technika musi mieć jakiś słaby punkt. Tylko jaki. Gdyby był tu Pakkun może by nam powiedział.
- Dlaczego.. - wyszeptałam.
Przy tej panującej znowu ciszy każdy słyszał moje cicho wypowiedziane słowo. Jego uścisk zrobił się mocniejszy. Mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Pójdziesz z nami, Sakuro.
- W życiu! - zaczęłam się wyrywać.
Tarmosić. Wszystko jedno. Na tyle ile miałam sił. Nie pozwolę mu znów mieć nad sobą władzy.
- Uspokój się. Chyba, że chcesz, by Suigetsu udusił twojego przyjaciela.. - przyjrzał mi się badawczo.
- Żartujesz! Nie możesz tego zrobić! - czułam jak w środku cała krzyczę i kipię ze złości.
- A niby czemu nie. Udowodnić ci. Dobrze. Suigetsu..
Z całej siły uderzyłam go w twarz. Spoliczkowałam słynnego przywódcy drużyny Hebi. Rozwścieczyło go to nie na żarty, ale nie bałam się ani chwili. Jeśli mam skończyć w ten sposób, to okej. Zrobię to. Niech tylko puści Naruto, a wtedy on już mnie pomści. O to nie muszę się martwić.
- Zapamiętam to sobie.. - warknął. - Będziesz mnie przepraszać na kolanach, Haruno. Jednak nie mogę cię zabić na co straszliwie nadal mam ochotę.. - szepnął mi na ucho.
Zadrżałam. Jego słowa przeszły mnie na wylot. I w sumie zabolały..
- Proszę, nie rób mu krzywdy..! - prychnęłam ze złością.
- Obiecuję, ale jeśli grzecznie pójdziesz z nami.
Westchnęłam. W mojej głowie toczyła się teraz walka pomiędzy moimi uczuciami i emocjami. Muszę go uratować, ale czy pójście z Sasuke to taka świetna opcja. Zdaję sobie sprawę, że sama nie dam rady im trzema. Technika Suigetsu jest niczego sobie i nie taka prosta do odblokowania. Jeszcze chwili, a udusi Naruto. Jestem tego pewna. Dlatego już wiedziałam jaka nastąpi kolej rzeczy.
- Dobrze, ale zostaw go.. - syknęłam spuszczając głowę z bezradności i bezsilności. //
- Sakura, nie! - jego krzyk tłumił cały mój ból. Wiedziałam, że robię coś czego będę żałować, albo i nie.
- Suigetsu puść go. - oświadczył jednocześnie ciągnąc mnie za sobą. Jego uścisk był tak żelazny jak nigdy. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam blondyna stojącego na ziemi. Ale chwila.. Nadal był otoczony wodą. Czyżby mnie oszukał?
- Nie martw się. Gdy odejdziemy na co najmniej 2km, ta otoczka zniknie, a Naruto pójdzie wolno. - powiedział białowłosy z troską.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Kobieca intuicja.. - warknał Uchiha przerzucając mnie sobie przez ramię jak worek ziemniaków.
Nie spodobało mi się to, ale wiedziałam, że to jedyne wyjście z tej okropnej sytuacji. Jak moja babcia Tsunade-sama się o tym dowie.. Ale wstyd! Tak łatwo dać się podejść wrogowi. Ale w sumie.. to nie byle jaki wróg. To A k a t s u k i .
Wiem, ze są bledy jutro je poprawie, bo jest juz pozno a ja jestem straszliwie zmeczona.
Buziaki
poniedziałek, 14 marca 2016
Rozdział 4.
Dopiero po pół godzinie była w stanie dojrzeć blondyna w tłumie ludzi. Już dawno opuścili Kirigakure. Teraz kierują się na północ do słynnej Suny. Zapowiadał się ładny dzień, słońce świeciło intensywnie.Sakura co chwilę patrzyła wte i we wte. Jakby obawiała się, że ktoś ich obserwuję. Nigdy nie traciła czujności - co dawało niegdyś jej drużynie przewagę. Może nie miała najlepiej opanowanych technik, ale wszystkie egzaminy umiała na szóstkę. Sam Sasuke pocieszał ją, że z gentujsu bez wątpienia jest najlepsza. Stara Sakura. Teraz jest drugą Tsunade, wychwalaną przez wszystkich. Gdyby nie jej zdolności medyczne - Kankuro brat Gaary, by już nie żył. Tsunade nie było, wtedy w wiosce, więc kto inny mógł go uzdrowić? Tylko różowowłosa piękność.
Wioska Ukryta w Piasku jest jedną z pięciu Wielkich osad. Sąsiaduje z Ame-Gakure. Oczywistym symbolem wioski jest klepsydra. W swojej zwartości zwykle posiada piasek. Charakterystyczny znak dla Suny. W końcu znajduję się na pustyni i wkoło jest tylko piasek.
Z tego kraju najbardziej powszechną dyscypliną jest - lalkarstwo. Słynny as w rękawie Kankuro. Dzięki tej umiejętności był w stanie wygrać wiele walk. Z resztą prawie każdy ninja z tej wioski jest na prawdę silny. Nie pokona go zwykły gennin, czy nawet chuunin bez doświadczenia. Nie ma szans.
Po śmierci słynnego Czwartego Kazekage nie mówiono głośno o jego następcy. Podobno jest nim chuunin z Konohy.
Szli już długo. Słońce mocno grzało i powodowało krople poty na czole Naruto. W końcu to Suna no tak, czego można by się spodziewać. Pragnąć deszczu stojąc na pustyni. Absurd! W zasięgu ich wzroku był tylko piasek. Wszędzie piasek. Gdzieniegdzie był prześwit zielonej trawy, ale to bardzo rzadko.
- Sakura, daleko jeszcze? - marudził. Mimo swojej siły szybko się męczy. Ale nie można nic mu zarzucić przez tą wysoką temperaturę.
- Myślę,że nie. - odparła. Rozejrzała się chcąc zobaczyć budynek Administracyjny. Nie był widoczny gołym okiem. Ale jakby tak dobrze się przyjrzeć.. - Mam! - krzyknęła. Na samym szczycie wzgórza jakieś 2 km przed nimi widniał ogromny napis ''Sunagakure''. Więc to z pewnością o ten budynek chodziło Tsunde.
- Gdzie? Na ten gest różowowłosa szybko wskazała palcem na obrane miejsce. Jego oczy wyszły niemal na wierzch.Był cholernie zmęczony, a ta mu jeszcze każe maszerować.
- No nie. Nie ma jakieś drogi na skróty? - westchnął cicho. Widać było gołym okiem wyczerpanie.
- Wątpie. - warknęła.Miała już dość jego marudzenia w końcu to ich misja. Kiedyś sama pewnie by się wściekała, ale nie. Jeśli ma się cel trzeba nieustannie do niego dążyć. Nie ważne jak. Nie ważne jakim kosztem. Zrozumiała słowa Sasuke.
- Odpocznijmy. - klapnął gdzieś pod budynkiem.Zilustrowała go tylko wzrokiem rozumiejąc, że nie wygra z nim. Jest uparty bardziej niż ona.
Zapadał już powoli zmrok. Słońce chowało się za czerwonymi chmurami. Naruto kimał jednym okiem. Przynajmniej zrobiło się ciszej i chłodniej. Mimo to nie można było liczyć na żaden podmuch wiatru. Jest to element charakterystyczny dla Suny. Brak wiatru latem.
Sakura siedząc pod drzewem zastanawiała się nad tym co zrobi po powrocie do wioski. Chciałaby już przede wszystkim pracować tylko w Akademii. Uwielbia dzieci. Wspaniale im się rozmawia, a dzieci kochają ja. Przy niej na prawdę szybciej się uczą niż przy Iruce. Mimo to, również był świetnym nauczycielem, jednak zielonooka ma w sobie ten czar. Ona już taka jest. Czaruję swoim urokiem każdego napotkanego człowieka. Niegdyś nawet Uchihę. Przecież gdyby nie jego odejście może w końcu przekonałby się do niej. Ich relacje były co raz lepsze, aż tu nagle BUM. Wpieprza się jakiś Orochimaru i zabiera wszystko co cenne. Zacisnęła swoje pięści w dłoń, po czym je zilustrowała. Nie! Co ona robi. Wyrzuciła tego egocentrycznego dupka ze swojego życia. Dlaczego nadal nie może sobie wybaczyć tego, że nie była w stanie go zatrzymać? Dlaczego na dźwięk imienia ''Orochimaru'' zamiera? Nie, nie nie! Sakura, ogarnij się. Zgarnęło nieśmiało ręką swoje długie różowe włosy. Po jej siarczystym policzku zleciała jedna samotna łza. Zawiało chłodem. Tam gdzie przed chwilą była łza po czuła zimne powietrze. Wiatr? To przecież niemożliwe. Właśnie po tym żywiole poznaję się, że ktoś jest w pobliżu i planuję 'zamach'. Założyła szybko na twarz słynną maskę ANBU. Niech wiedzą, że są z Konohy. Może to straże? W każdej wiosce ostatnio wybuchła panika na temat kryminalistów i wszyscy są bardzo ostrożni. Aż za bardzo.
Chwyciła ostry kuna'i w dłoń. Szybkim krokiem podeszła do blondyna, który chyba już zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. - Naruto, do cholery! - trzepnęła go raz i drugi. Przebudził się w mgnieniu oka. Czuł się jakby ktoś napastował do we śnie. Albo babcia biła go torbą po głowie.
- Ała, oszalałaś? - podrapał się po głowie patrząc na nią żałosnym wzrokiem. - Chcesz, żebym doznał szoku termicznego? - zaśmiał się.
- Zamknij się. - spoważniał. - Ktoś tu jest.
- Nie bądź śmieszna. Jeśli wystawiasz na próbę moją uwagę to nie uda ci się to. - zachichotał poklepując ją po ramieniu.
- To nie są ćwiczenia bałwanie! Załóż szybko maskę! - nic z tego nie zrozumiał. Na prawdę się z tym guzdrał.
- Zadowolona? - powiedział wskazując na swoją zakrytą twarz. - Dobrze ci idzie, Sakura. Powinnaś być aktorką. - rozległ się głośny śmiech. Ale tym razem nie Naruto..
Oboje spojrzeli w tamtą stronę widząc tylko lecący kuna'i. Sakura niewinnie go ominęła. Hm.. ciekawe kto używa takich beznadziejnych sztuczek? Nie ma się czego bać. - powtarzała w swoich myślach.
- Zwinna. - usłyszała znany męski głos. Nie mogła w tej krótkiej chwili niestety powiązać go z jakąś znaną jej osobą. Patrzyła na mężczyznę w długim czarnym płaszczu. Akatsuki. Te skubańce. Czego oni tutaj szukają?
- Czego chcecie? - zapytał ze spokojem Naruto ilustrując pozostałą dwójkę wzrokiem.
- To chyba my powinniśmy was o to zapytać. - zaśmiała się nieznana jak dotąd mi dziewczyna. To na prawdę dziwne. Piątka ludzi rozmawia ze sobą nie mając świadomości z kim. Każdy miał zakrytą twarz.
- Może przynajmniej się przedstawicie. - warknęła różowowłosa. Przewidując następny ich ruch wzięła następne ostrze do rąk.
- Dobra. - warknął ten z tyłu. Był już w stanie ściągnąć kaptur założony na głowie, gdy zatrzymała go czyjaś dłoń.
- Nie. - popatrzał mu w oczy. Ja to zrobię. Karin i Suigetsu skinęli głową i odsunęli się w cień.
Właściciel tajemniczego znanego Sakurze głosu stanął na przeciwko ich. Usłyszeli jego szorstki śmiech i dokładnie obserwowali każdy jego ruch. Byli niemal pewni, że jest to ktoś znany. Pewnie ochrona Kazekage. Na sto procent wzięli ich za bandytów.
Sakura z niesamowitą ciekawością patrzała na dłonie mężczyzny, który powoli odsłaniał swoją twarz. Ukazały się jej czarne tęczówki, w których ponownie utonęła. Zapomniała jak się pływa.
O boże! - pisnęła cicho, by nikt nie był w stanie tego usłyszeć. Przed nią stał ten sam mężczyzna, który niegdyś był królem jej serca. Odebrało jej mowę, a kuna'i, którego trzymała szybko odsunęła. Jej serce biło jak szalone wcale nie mając zamiaru się zatrzymać. Jej źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Puls gwałtownie wzrósł. Temperatura jej ciała na pewno już wzrosła. Robiło jej się ciemno przed oczami. Nie wiedziała co ma począć. Rzucić się na niego? Albo milczeć? Czemu do jasnej cholery znów nie jest taka pewna siebie? Nie może pokazać mu, że nadal jest szarą myszką. Musi stawiać czoła problemom jak to Naruto zawsze powtarzał. Musi się wziąć zaraz w garść!
Patrzyła na niego jak na najcenniejszy obraz w muzeum. Po charakterystycznym płaszczu można było poznać, że Akatsuki. Ale miała nadzieję, że nie należy już do tej pieprzonej organizacji. Zaraz, co ona gada? On ją nie obchodzi!
Nie, to nie może być prawda! Sasuke Uchiha, znów się spotykamy.
****
Zaczęło się robić to dla niego uciążliwe. Nie przyszli tutaj grać w ruletkę, czy w warcaby. Stał na przeciwko dwóch słynnych członków. Hm.. zaśmiał się perliście. Zaraz się przekona , czy takich słynnych. Na razie stoją dwa jak słupy soli. Ani słowem się nie odezwali.
- Ej, bohaterzy mowę wam odjęło! - krzyknął swoim zimnym i oschłym tonem. Patrzył najpierw na nią , a potem na niego. Dalej, nic. Kropka. Pustka. Rozwścieczyli go nie na żarty. Dolewają tylko oliwy do płonącego ognia.
- Uchiha... - usłyszał warknięcie blondyna. Zdziwił się. Zna go? Hm.. to ciekawe. On go nie kojarzy. Uważnie mu się przypatrzył, ale nic. Nie wie kto to jest.
- No proszę, ty mnie znasz a ja ciebie nie. Pokaż się. Mama uczyła, by z nieznajomymi nie rozmawiać.
- Z nieznajomymi? - roześmiała się. Wpatrywała się prosto w jego oczy. Jej drobne ciało zadrżało. Ten wzrok przyprawiał jej serce o szybkie palpitację.
- Nonsens. Zdejmuj maskę. - warknął. W mgnieniu oka zrobiła co kazał. Nic nowego. Jest nauczony, że każdy się go słucha. Jest urodzonym kierownikiem. Jak jego ojciec.
Ale jej twarz.. nie spodziewał się takiego obrotu spraw. To złapało za jego serce - dosłownie. Zadrżał również jak ona. Wpatrywali się w siebie bez opamiętania. Ona, bo kochała, a on? Czyżby obudziły się dawne uczucia, które usiłował zabić? To nie jest ta dawna dziewczynka. Wydoroślała, co gołym okiem można zauważyć. Długie różowe włosy. Duży biust i obcisły strój ANBU. Nigdy, by się nie spodziewał, ona i tak ważna funkcja w wiosce? Czyli jednak to prawda. Niegdyś słyszał w Wiosce Wody o utalentowanej młodej Tsunade. Ale nie miałby pojęcia, że to właśnie ona. Przyjaciółka sprzed laty. I to ją ma porwać? Przebywać z nią pod jednym dachem? Zwariuję.
Nie trudno było zgadnąć, że chłopak, który jej towarzyszy to Naruto. No tak,dlaczego nie wpadł na to wcześniej? Ta charakterystyczna odstająca fryzura blondyna skrytykowana niegdyś przez Hatake. Nie szłoby go pomylić z nikim innym.
- Naruto. - rzekł poważnie. Zazgrzytał zębami chcąc pokazać mu, że to on ma tutaj władzę.
Wioska Ukryta w Piasku jest jedną z pięciu Wielkich osad. Sąsiaduje z Ame-Gakure. Oczywistym symbolem wioski jest klepsydra. W swojej zwartości zwykle posiada piasek. Charakterystyczny znak dla Suny. W końcu znajduję się na pustyni i wkoło jest tylko piasek.
Z tego kraju najbardziej powszechną dyscypliną jest - lalkarstwo. Słynny as w rękawie Kankuro. Dzięki tej umiejętności był w stanie wygrać wiele walk. Z resztą prawie każdy ninja z tej wioski jest na prawdę silny. Nie pokona go zwykły gennin, czy nawet chuunin bez doświadczenia. Nie ma szans.
Po śmierci słynnego Czwartego Kazekage nie mówiono głośno o jego następcy. Podobno jest nim chuunin z Konohy.
Szli już długo. Słońce mocno grzało i powodowało krople poty na czole Naruto. W końcu to Suna no tak, czego można by się spodziewać. Pragnąć deszczu stojąc na pustyni. Absurd! W zasięgu ich wzroku był tylko piasek. Wszędzie piasek. Gdzieniegdzie był prześwit zielonej trawy, ale to bardzo rzadko.
- Sakura, daleko jeszcze? - marudził. Mimo swojej siły szybko się męczy. Ale nie można nic mu zarzucić przez tą wysoką temperaturę.
- Myślę,że nie. - odparła. Rozejrzała się chcąc zobaczyć budynek Administracyjny. Nie był widoczny gołym okiem. Ale jakby tak dobrze się przyjrzeć.. - Mam! - krzyknęła. Na samym szczycie wzgórza jakieś 2 km przed nimi widniał ogromny napis ''Sunagakure''. Więc to z pewnością o ten budynek chodziło Tsunde.
- Gdzie? Na ten gest różowowłosa szybko wskazała palcem na obrane miejsce. Jego oczy wyszły niemal na wierzch.Był cholernie zmęczony, a ta mu jeszcze każe maszerować.
- No nie. Nie ma jakieś drogi na skróty? - westchnął cicho. Widać było gołym okiem wyczerpanie.
- Wątpie. - warknęła.Miała już dość jego marudzenia w końcu to ich misja. Kiedyś sama pewnie by się wściekała, ale nie. Jeśli ma się cel trzeba nieustannie do niego dążyć. Nie ważne jak. Nie ważne jakim kosztem. Zrozumiała słowa Sasuke.
- Odpocznijmy. - klapnął gdzieś pod budynkiem.Zilustrowała go tylko wzrokiem rozumiejąc, że nie wygra z nim. Jest uparty bardziej niż ona.
Zapadał już powoli zmrok. Słońce chowało się za czerwonymi chmurami. Naruto kimał jednym okiem. Przynajmniej zrobiło się ciszej i chłodniej. Mimo to nie można było liczyć na żaden podmuch wiatru. Jest to element charakterystyczny dla Suny. Brak wiatru latem.
Sakura siedząc pod drzewem zastanawiała się nad tym co zrobi po powrocie do wioski. Chciałaby już przede wszystkim pracować tylko w Akademii. Uwielbia dzieci. Wspaniale im się rozmawia, a dzieci kochają ja. Przy niej na prawdę szybciej się uczą niż przy Iruce. Mimo to, również był świetnym nauczycielem, jednak zielonooka ma w sobie ten czar. Ona już taka jest. Czaruję swoim urokiem każdego napotkanego człowieka. Niegdyś nawet Uchihę. Przecież gdyby nie jego odejście może w końcu przekonałby się do niej. Ich relacje były co raz lepsze, aż tu nagle BUM. Wpieprza się jakiś Orochimaru i zabiera wszystko co cenne. Zacisnęła swoje pięści w dłoń, po czym je zilustrowała. Nie! Co ona robi. Wyrzuciła tego egocentrycznego dupka ze swojego życia. Dlaczego nadal nie może sobie wybaczyć tego, że nie była w stanie go zatrzymać? Dlaczego na dźwięk imienia ''Orochimaru'' zamiera? Nie, nie nie! Sakura, ogarnij się. Zgarnęło nieśmiało ręką swoje długie różowe włosy. Po jej siarczystym policzku zleciała jedna samotna łza. Zawiało chłodem. Tam gdzie przed chwilą była łza po czuła zimne powietrze. Wiatr? To przecież niemożliwe. Właśnie po tym żywiole poznaję się, że ktoś jest w pobliżu i planuję 'zamach'. Założyła szybko na twarz słynną maskę ANBU. Niech wiedzą, że są z Konohy. Może to straże? W każdej wiosce ostatnio wybuchła panika na temat kryminalistów i wszyscy są bardzo ostrożni. Aż za bardzo.
Chwyciła ostry kuna'i w dłoń. Szybkim krokiem podeszła do blondyna, który chyba już zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. - Naruto, do cholery! - trzepnęła go raz i drugi. Przebudził się w mgnieniu oka. Czuł się jakby ktoś napastował do we śnie. Albo babcia biła go torbą po głowie.
- Ała, oszalałaś? - podrapał się po głowie patrząc na nią żałosnym wzrokiem. - Chcesz, żebym doznał szoku termicznego? - zaśmiał się.
- Zamknij się. - spoważniał. - Ktoś tu jest.
- Nie bądź śmieszna. Jeśli wystawiasz na próbę moją uwagę to nie uda ci się to. - zachichotał poklepując ją po ramieniu.
- To nie są ćwiczenia bałwanie! Załóż szybko maskę! - nic z tego nie zrozumiał. Na prawdę się z tym guzdrał.
- Zadowolona? - powiedział wskazując na swoją zakrytą twarz. - Dobrze ci idzie, Sakura. Powinnaś być aktorką. - rozległ się głośny śmiech. Ale tym razem nie Naruto..
Oboje spojrzeli w tamtą stronę widząc tylko lecący kuna'i. Sakura niewinnie go ominęła. Hm.. ciekawe kto używa takich beznadziejnych sztuczek? Nie ma się czego bać. - powtarzała w swoich myślach.
- Zwinna. - usłyszała znany męski głos. Nie mogła w tej krótkiej chwili niestety powiązać go z jakąś znaną jej osobą. Patrzyła na mężczyznę w długim czarnym płaszczu. Akatsuki. Te skubańce. Czego oni tutaj szukają?
- Czego chcecie? - zapytał ze spokojem Naruto ilustrując pozostałą dwójkę wzrokiem.
- To chyba my powinniśmy was o to zapytać. - zaśmiała się nieznana jak dotąd mi dziewczyna. To na prawdę dziwne. Piątka ludzi rozmawia ze sobą nie mając świadomości z kim. Każdy miał zakrytą twarz.
- Może przynajmniej się przedstawicie. - warknęła różowowłosa. Przewidując następny ich ruch wzięła następne ostrze do rąk.
- Dobra. - warknął ten z tyłu. Był już w stanie ściągnąć kaptur założony na głowie, gdy zatrzymała go czyjaś dłoń.
- Nie. - popatrzał mu w oczy. Ja to zrobię. Karin i Suigetsu skinęli głową i odsunęli się w cień.
Właściciel tajemniczego znanego Sakurze głosu stanął na przeciwko ich. Usłyszeli jego szorstki śmiech i dokładnie obserwowali każdy jego ruch. Byli niemal pewni, że jest to ktoś znany. Pewnie ochrona Kazekage. Na sto procent wzięli ich za bandytów.
Sakura z niesamowitą ciekawością patrzała na dłonie mężczyzny, który powoli odsłaniał swoją twarz. Ukazały się jej czarne tęczówki, w których ponownie utonęła. Zapomniała jak się pływa.
O boże! - pisnęła cicho, by nikt nie był w stanie tego usłyszeć. Przed nią stał ten sam mężczyzna, który niegdyś był królem jej serca. Odebrało jej mowę, a kuna'i, którego trzymała szybko odsunęła. Jej serce biło jak szalone wcale nie mając zamiaru się zatrzymać. Jej źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Puls gwałtownie wzrósł. Temperatura jej ciała na pewno już wzrosła. Robiło jej się ciemno przed oczami. Nie wiedziała co ma począć. Rzucić się na niego? Albo milczeć? Czemu do jasnej cholery znów nie jest taka pewna siebie? Nie może pokazać mu, że nadal jest szarą myszką. Musi stawiać czoła problemom jak to Naruto zawsze powtarzał. Musi się wziąć zaraz w garść!
Patrzyła na niego jak na najcenniejszy obraz w muzeum. Po charakterystycznym płaszczu można było poznać, że Akatsuki. Ale miała nadzieję, że nie należy już do tej pieprzonej organizacji. Zaraz, co ona gada? On ją nie obchodzi!
Nie, to nie może być prawda! Sasuke Uchiha, znów się spotykamy.
****
Zaczęło się robić to dla niego uciążliwe. Nie przyszli tutaj grać w ruletkę, czy w warcaby. Stał na przeciwko dwóch słynnych członków. Hm.. zaśmiał się perliście. Zaraz się przekona , czy takich słynnych. Na razie stoją dwa jak słupy soli. Ani słowem się nie odezwali.
- Ej, bohaterzy mowę wam odjęło! - krzyknął swoim zimnym i oschłym tonem. Patrzył najpierw na nią , a potem na niego. Dalej, nic. Kropka. Pustka. Rozwścieczyli go nie na żarty. Dolewają tylko oliwy do płonącego ognia.
- Uchiha... - usłyszał warknięcie blondyna. Zdziwił się. Zna go? Hm.. to ciekawe. On go nie kojarzy. Uważnie mu się przypatrzył, ale nic. Nie wie kto to jest.
- No proszę, ty mnie znasz a ja ciebie nie. Pokaż się. Mama uczyła, by z nieznajomymi nie rozmawiać.
- Z nieznajomymi? - roześmiała się. Wpatrywała się prosto w jego oczy. Jej drobne ciało zadrżało. Ten wzrok przyprawiał jej serce o szybkie palpitację.
- Nonsens. Zdejmuj maskę. - warknął. W mgnieniu oka zrobiła co kazał. Nic nowego. Jest nauczony, że każdy się go słucha. Jest urodzonym kierownikiem. Jak jego ojciec.
Ale jej twarz.. nie spodziewał się takiego obrotu spraw. To złapało za jego serce - dosłownie. Zadrżał również jak ona. Wpatrywali się w siebie bez opamiętania. Ona, bo kochała, a on? Czyżby obudziły się dawne uczucia, które usiłował zabić? To nie jest ta dawna dziewczynka. Wydoroślała, co gołym okiem można zauważyć. Długie różowe włosy. Duży biust i obcisły strój ANBU. Nigdy, by się nie spodziewał, ona i tak ważna funkcja w wiosce? Czyli jednak to prawda. Niegdyś słyszał w Wiosce Wody o utalentowanej młodej Tsunade. Ale nie miałby pojęcia, że to właśnie ona. Przyjaciółka sprzed laty. I to ją ma porwać? Przebywać z nią pod jednym dachem? Zwariuję.
Nie trudno było zgadnąć, że chłopak, który jej towarzyszy to Naruto. No tak,dlaczego nie wpadł na to wcześniej? Ta charakterystyczna odstająca fryzura blondyna skrytykowana niegdyś przez Hatake. Nie szłoby go pomylić z nikim innym.
- Naruto. - rzekł poważnie. Zazgrzytał zębami chcąc pokazać mu, że to on ma tutaj władzę.
wtorek, 8 marca 2016
Rozdział 3
Obydwoje wyciągnęli swoje shurikeny.Rzucili nimi w tym samym czasie chcąc trafić drugiego przez co sztylety spotkały się i spadły na ziemię.Sasuke odparł następny atak dzięki chakrze wysyłanej z nóg.Karin jak zwykle mu kibicowała.Nie miał na swoim ciele prawie żadnego zadrapania czego nie można powiedzieć o Deidarze.Blondyn był mocno poturbowany.W końcu Uchiha trenował pod okiem legendarnego sannina.Nie ma opcji, by przegrał.Orochimaru jest jednym z najbardziej znanych ninja w Konohagakure.Przebywając z nim Sasuke czuł się jak z bratnią duszą.Oboje przecież mieli taki sam cel.Zniszczenie Konohy.Nałożyli na swoje barki wyzwanie, którym było opanowanie wszystkich technik.Kiedyś słynny sannin współpracował z Tsunade i Jirayą.Tak jak potem Uchiha porzucił swoich przyjaciół w celu spełnienia egoistycznych pragnień.Mimo iż był na prawdę silny, bo przecież pokonał III Hokage to jest jednym sanninem, który przegrał z własnym uczniem.Jest znany jako kryminalista w świecie shinobi.Znał na prawdę mnóstwo technik zakazanych i potrafił doskonale ich używać.Niektóre były nie co ohydne i przyprawiały o mdłości.Mimo iż Sasuke nie jest oplatany dobrą sławą w wiosce to wszyscy na wieść o śmierci Orochimaru byli uradowani.
Poczuł jak duże ilości chakry przepływają przez jego dłonie.Powoli zaczęła być widoczna gołym okiem.Szybkim krokiem podszedł do blondyna, który leżał już niemal nie przytomny. - Chidori! - krzyknął.
-Sasuke, co ty robisz! - wszyscy obrócili się w stronę Suigetsu.Jego fioletowe oczy były wlepione w bruneta, a białe włosy kołysały się chwilę na wietrze przez mocny podmuch wiatru.
-Jeśli nie będę walczył na prawdę, to walka nie ma sensu. - warknął chłodnym tonem.
-Najchętniej to byś tu wszystkich pozabijał. - syknął podchodząc do Deidary.Był nie przytomny.Powieki miał zamknięte.Na szczęście oddech był ustabilizowany, a puls wyczuwalny.
-Szanuję cię, ale mówisz od rzeczy. - pokręcił głową.
Wziął blondyna na ręce.Był ciężki. - Zabiorę go do lokum. - westchnął. - Nie przerywajcie sobie.
Karin spojrzała na młodego Uchihe.Na mężczyznę swojego życia.Który aż do szpiku kości jest przesiąknięty jadem i chęcią zemsty.Ale ogień, który cię parzy to ten sam przy którym się grzejesz.Walcząc z nim nie miałaby żadnych szans.Mimo, że posiada Technikę Tłumienia Chakry.Gdyby go nie kochała.. może dałaby radę.Chociaż czarnooki wiele razy dawał jej do zrozumienia, że nie ma u niego szans.Wbrew temu czasem choć nie za często widziała w nim przejawy jakiegokolwiek uczucia do niej.Miała tylko nadzieję,że sobie tego nie wmawia usiłując oszukać samą siebie.
-My już właściwie skończyliśmy. - spojrzała na Sasuke.
Oboje przez chwilę wpatrywali się w białowłosego jak odchodzi.Sytuacja zaczęła się robić napięta.Przez ciało młodej kunoichi przeszedł dreszcz.Tak bardzo chciała by znaleźć się teraz w jego ramionach.Nie obchodziło, by ją wtedy nic innego.
Zauważyła,że zbliżył się do niej o kilka kroków.Wiatr podrażniał ich poliki.Słońce górowało, bo było południe.
-Ulecz mi ją. - spojrzała na niego. Stał przed nią. Ściągnął koszulkę.Płaszcz charakterystyczny dla Akatsuki leżał teraz na ziemi.Zaparło jej dech w piersiach.Te jego niesamowite mięśnie..Odleciała do własnej krainy marzeń.Chciałaby mieć go na wyłączność.Pomóc mu nawet w zemście.Zrobiłaby wszystko o co by poprosił w zamian za jego uwagę.
-Nie słyszałaś co powiedziałem? - rozzłościł się przez co dziewczyna wróciła na ziemie.
Wyciągnęła dłoń w kierunku bruneta.Wiedziała,że zaraz wpiję się w jej dłoń niczym wampir.Pozbawi jej cząstki siły,ale było jej to obojętne.Na szczęście była już po walce z Konan, którą również mocno poturbowała.Zadając fioletowowłosej ostateczny cios jednocześnie obserwowała reakcję Uchihy.Widziała w jego oczach zdumienie.Chciała być lepsza niż Haruno kiedykolwiek była.Wielokrotnie słyszała, że różowołosa była tylko kulą u nogi i nigdy nic nie robiła.Oprócz tego,że była najlepsza w genjutsu.
Poczuła ból.Sasuke wgryzł się w jej przed ramię jakby od tego zależało jego życie,a przecież na ciele miał tylko kilka małych ran.Wzięła głęboki, spokojny oddech.Taka bliskość powodowała palpitację jej serca.
Musimy wracać. - rzekła stanowczo.Ku zdziwieniu brunet skinął tylko głową na znak,że rozumie.Nigdy go nie zrozumie.Jest dla niej chodzącą zagadką; tajemnicą.Jest jak dobra książka.Od razu chciałoby się ją jak najszybciej przeczytać, by dowiedzieć jak się skończyła.I choć to nie kwestia posiadania to twierdziła,że Sasuke należy do niej.W końcu to z nią jest w teamie.Nie z Haruno.Nie z Uzumakim.Nie z kimkolwiek innym.Jest ciekawa czy jeszcze pamięta swoich dawnych kompanów, ale bała się go o to pytać.Gdy miał gorszy dzień tak jak dziś był nie do zniesienia.Wyżywał się na niej.Mimo, że jest dobrym medic-ninja i świetną kunoichi. Ale co raz częściej czuła,że tylko w jej własnym minimaniu..Jednak widziała dla niego promyk nadziei.Może, wtedy gdy już pomści swój klan stanie się zupełnie innym człowiekiem.To zemsta tak go napędzała.Gdyby była kobietą z pewnością wziąłby z nią ślub.
Wrócili do siedziby.Cała droga minęła w ciszy.Karin zawzięcie o czymś myślała, a Sasuke nie podejmował próby zaczęcia konwersacji.Wchodząc do salonu usłyszeli krzyk Suigetsu. - Pain was woła! Młody Uchiha nie był zadowolony z tego obrotu spraw.Za pewne znowu chce go ochrzanić.Skoro jest taki mądry niech sam się zajmuje tymi bezsensownymi raportami i misjami.On ma już cel do którego stale dąży.Wraz z Karin stanęli przed dużymi drzwiami.Dziewczyna wzięła głęboki oddech i powoli nacisnęła klamkę, a drzwi się otworzyły.Pomarańczowowłosy stał do nich tyłem wpatrując się w krajobraz za oknem.Przeszedł ją dreszcz.A co jeśli zostanę rozdzielona z Sasuke? Nie,nie! Karin nawet tak nie myśl! Na pewno nie!
-Słuchajcie mam dla was misję. - zaczął, a kamień spadł im z serca.Od razu człowiekowi lżej.Mógłby tak nie przeciągać struny.
-Nie mam czasu. - warknął tym samym chłodnym tonem co wcześniej.Patrzył wprost na plecy Paina.Chciało mi się śmiać.On jest taki.. odważny.Ma gdzieś, czy pomrańczowowłosy zaraz zacznie się wydzierać, czy nie.Lubiłam w nim to.
-Nie masz czasu? Słyszycie?!! Nie ma czasu?! - rozzłościł się na prawdę nie na żarty.Uderzył pięścią w biurko tym samym obracając się w naszą stronę. - A co nasz mistrz wiecznie zapracowany ma w planach?!
-Mistrzu, uspokój się.. - próbowała jakoś to wszystko załagodzić.Nigdy go takiego nie widziała.
-Nie lubię się powtarzać,Sasuke. - Wyruszacie jeszcze dziś do Suny! Jeśli tym razem spapracie sprawę to własnoręcznie was ukatrupię.Zrozumiano?! - jego głos odbijał się o każdy kant mebli.
-Do Suny? - zdziwiła się. - Nie chcę być kapryśna, ale po co?
-Deidara powiadomił mnie dziś rano, że najlepszy oddział ANBU z Konohy się tam dziś udaje. - na jego twarzy pojawił się morderczy uśmiech.Już wiem co ma zamiar zrobić.
-Mamy ich zabić?
-Nie, nigdy! Są mi potrzebni.Zaplanowałem już dla nich specjalne atrakcje.Macie mi ich dostarczyć. - Żywych. - dodał.
Spojrzała na twarz Sasuke, ale niestety nic z niej nie wyczytała.Zero jakiejkolwiek reakcji.Z resztą co on by mógł? To nie on tutaj rządzi i chyba ciężko mu się z tym pogodzić.
- Jak sami dobrze wiecie potrzebujemy na prawdę dobrego medyka. - zaczął znów ględzić.Z nieukrywaną niechęcią słuchała go.
-Znam tylko trzech świetnych medyków. - Tsunade-Sama.. Hokage V. Ale nie będę wam powierzał takiego zadania, żeby zabijać samego Hokage.Wy nawet wiewiórki złapać nie potraficie.. - zakpił.Widziała jak dłonie Sasuke zaciskają się w pięść.Z niewyobrażalną szybkością shuriken bruneta leciał wprost na Paina. - Przestań! - wykrzyczała patrząc prosto w jego oczy.Zwariował.
Pomarańczowowłosy tylko parsknął śmiechem.Z łatwością złapał shuriken i zaczął się nim bawić.W jego oczach na prawdę była widoczna chęć mordu.
-Och, Sasuke.Masz charakter po bracie. Wiem,że niecierpliwisz się, ale pozwól mi dokończyć. - znowu wybuchnął głośnym nieopanowanym śmiechem.
-Kabuto, który jest podwładnym Madary więc odpada.Nie będziemy robić sobie na razie wrogów. No i ponoć jakaś dziewczyna z ANBU. - zagryzł dolną wargę.
-Nie znam żadnej medic-ninja. - rzekł Uchiha.
-Skoro będzie w tej charakterystycznej masce jak rozpoznamy, że to właśnie ona ? -mruknęła.
-Służba w tej jednostce wymaga maksymalnych umiejętności.Obstawiam, że tylko ona do niej należy.W końcu jest to niebezpieczny oddział; nie bawi się tam lalkami tylko zabija.
-Ciekawe.. - spojrzeli na bruneta.Zawzięcie o czymś myślał. - Co za to dziewczyna.W akademii każda była nic nie warta, a tu proszę.Do ANBU się dostała. - prychnął śmiechem.W jego głowie zaczęło panować tornado.Nie umiał się doczekać tego spotkania.
****
Stukanie kropel deszczu o runne było na tyle głośne,że wybudziło ją ze snu.Powoli podniosła się do pozycji siedzącej przeczesując różowe włosy.Pochyliła głowę lekko w bok i spojrzała przez okno.Nieciekawie.Ciemne chmury i obfity deszcz.Z resztą Aiko mówiła,że w Kirigakure jest to na porządku dziennym i mieszkańcy są do tego całkowicie przyzwyczajeni.Zgarnęła włosy prawą dłonią i sięgnęła po butelkę wody, która stała tuż przy jej tymczasowym łóżku.Wzięła łyk na otrzeźwienie.Nie była do końca wybudzona.Zaspanymi oczyma spojrzała na srebrną tarczę zegaru, który wisiał tuż nad drewnianą szafą. - 9:25?!
Jako oddział ANBU nie mogą pozwolić sobie na przeciąganie bez powodu misji.W końcu to tylko dostarczenie do Suny jakiś ważnych dokumentów, których oczekuje Kazekage.W tym czasie Konoha może ich potrzebować! Kiedyś było to spokojne miejsce, ale od jakiegoś czasu co raz częściej są nagłe ataki i napady.Sakura miała skrytą nadzieję,że ta cała ich sielanka w mgnieniu oka dobiegnie końca i w pośpiechu wrócą do Konohagakure.
Ziewnęła jeden raz, a potem drugi i udała się do łazienki.
Biało-śnieżne kafelki idealnie tutaj pasowały.Na środku duża wanna - zawsze o tym marzyła, ale nie mogła sobie na to pozwolić ze względu na zbyt małe pomieszczenie.Po lewej porcelanowa toaleta i malutka szafka.Rzecz jasna nie mogło zabraknąć dużego przejrzystego lustra, w którym teraz odbijał się obraz różowowłosej.Namydliła dłonie, po czym dokładnie umyła twarz.Kolejną rutynową czynnością było oczywiście umycie zębów.Związała swoje długie włosy w koński ogon, który i tak sięgał jej pasa.Wiele razy rozmyślała nad tym, czy ściąć włosy, ale nie miała na tyle odwagi.Czasem przeszkadzały jej na misjach, ale długie włosy to coś o czym zawsze marzyła.Odłożyła szczotkę na szafkę, po czym opuściła chłodne pomieszczenie.Brr chyba tutaj nie grzeją.Z wdziękiem schodziła ze schodów trzymając się jedną ręką poręczy.Ciekawa była czy Naruto już wstał.On był niezłym śpiochem.Wchodząc do salonu zauważyła trzy osoby - Osumo, Aiko i chłopaka, który nie był Naruto.Lekko się zmartwiła, czyżby poszedł bez niej?
-O dzień dobry, Sakura!- usłyszała ciepły głos kobiety.Różowowłosa posłała jej lekki uśmiech jednocześnie spoglądając na siedzącego obok bruneta.Nie widziała jego twarzy, bo siedział tyłem.Co za gbur!
-Dzień dobry. - mruknęła dalej stojąc w drzwiach.
-Siadaj, co tak stoisz jakbyś kij od miotły połknęła? - zachichotała.Ta kobieta ma na prawdę niezwykłe poczucie humoru.
-Jak się spało ? - usłyszała męski głos.Nie trudno było się domyśleć, że należy do Osumo.
-W porządku. - prychnęła powoli siadając na przeciwko tajemniczego chłopaka, który ciągle milczał.Dziwny.
-Mitsuko! Przedstaw się, czy ja na prawdę muszę cię traktować jako 5 letnie dziecko?! - znowu słyszała jej głośne krzyki.Krzyczy jak mewy, których nie znosi.
-Mitsuko. - spojrzała na niego.Sama nie wiedziała, czy kieruję te słowa do mnie.Był taki chłodny i zimny.Biło od niego obojętnością.
W końcu się przełamał i podał jej rękę, którą z resztą uścisnęła. - Sakura.. - dodała.
-To nasz syn, ale przepraszamy za niego czasem na prawdę mało mówi. - znowu się zaśmiała.Nie nadążam za tą kobietę.Chyba ma kryzys wieku średniego, bo co chwilę jej nastrój się zmienia.
-Gdzie jest Naruto? - przeszła do rzeczy.Chciała już mieć to za sobą i w końcu ruszyć do Suny.
-Wyruszył już jakieś dwadzieścia minut temu.. - spojrzał na zegarek mężczyzna.
-Dlaczego nie powiedzieliście od razu?! - szybko wstała zasuwając za sobą krzesło.Była gotowa z miejsca udać się w pogoń za blondynem.Co on sobie myśli? Nie jest na tej misji sam.Ale go ochrzanię!
-Czekaj, moje dziecko! - poczuła rękę Aiko na swojej.Zwiewnie się obróciła i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Miło było was poznać, odwiedźcie nas jeszcze kiedyś. -uśmiechnęła się.
-Okej, jeśli tylko nadarzy się taka okazja.Chciała już iść, ale jej zimna dłoń dalej to umożliwiała.Do cholery, co ona chcę.Ja się śpieszę.
-Może zrobić ci kanapki na drogę?
-Nie trzeba.
-Wiem,ale nalegam.
-Nie! Na prawdę nie mam czasu! - wrzasnęła, po czym siłą wyrwała się.Ma misję, czy ona tego nie rozumie?!Nie może sobie gawędzić o bzdurach.Kazekage na pewno już się nie cierpliwi. Jeszcze chwila, a powiadomi Tsunade-sama, dlaczego tak długo ich nie ma, a tego by nie chciała.Darzy Sakure ogromnym zaufaniem i szacunkiem; nie może jej zawieść.Ceni ją za wspaniałe umiejętności, które posiada.Doskonale pamięta dzień, kiedy Sasuke odszedł z wioski.Tego tak łatwo nie da się wymazać z pamięci nawet jeśli się bardzo chce.Trudno było jej zrozumieć, dlaczego udał się do takiego kryminalisty zamiast zostać z nią i Naruto.Jednak odpowiedź była jasna - zemsta.Kiedyś była gotów nawet mu w niej pomóc, ale dziś? Nie,nie,nie.To już nie ta dawna Sakura, która wszystko robiła co się jej każe.Nie chcąc być gorsza trenowała, również z legendarnym sanninem - Tsunade.Pierwszy raz w życiu dawała z siebie wszystko.Nie mogła już patrzeć na swoje odbicie w lustrze.Zawsze chroniona.Tamten dzień, był decydujący.Powiedziała,dość! Podziwiając osiągnięcia Naruto i Sasuke nic nie zdziała.Po kilkuletnim treningu pod skrzydłami kobiety hazardu była już porównywana do niej.Wiele mieszkańców widziało w niej potencjał młodej Tsunade, co bardzo ją cieszyło.
Cholera,gdzie ten Nartuto?! Znając jego nie mógł odejść daleko.Ślimaczy się jak mało kto.Może i jest o wiele silniejszy niż kiedyś, ale jego młodzieńczy charakterek się zachował.Nadal nieodpowiedzialny i nieuważny.Oby tylko nie wpakował się w kłopoty,bo go zabije!!!
Notka jest, zabierałam się już od wczoraj w celu napisania jej.Zaczęłam coś bazgrolić na lekcji wystarczyło dopracować szczegóły.Gdyby nie wczorajsza nauka to może notka byłaby szybciej, ale cóż.Mam do was prośbę.Mogę pisać tego bloga,ale tylko wtedy gdy się Wam podoba.Dlatego proszę napiszcie w komentarzach czy kontynuować tę historię, czy zaciekawi Was inna.Nie chcę robić czegoś, co Wam się nie podoba, dlatego liczę sobie współpracę!
Pozdrawiam!
Mitsuko
Poczuł jak duże ilości chakry przepływają przez jego dłonie.Powoli zaczęła być widoczna gołym okiem.Szybkim krokiem podszedł do blondyna, który leżał już niemal nie przytomny. - Chidori! - krzyknął.
-Sasuke, co ty robisz! - wszyscy obrócili się w stronę Suigetsu.Jego fioletowe oczy były wlepione w bruneta, a białe włosy kołysały się chwilę na wietrze przez mocny podmuch wiatru.
-Jeśli nie będę walczył na prawdę, to walka nie ma sensu. - warknął chłodnym tonem.
-Najchętniej to byś tu wszystkich pozabijał. - syknął podchodząc do Deidary.Był nie przytomny.Powieki miał zamknięte.Na szczęście oddech był ustabilizowany, a puls wyczuwalny.
-Szanuję cię, ale mówisz od rzeczy. - pokręcił głową.
Wziął blondyna na ręce.Był ciężki. - Zabiorę go do lokum. - westchnął. - Nie przerywajcie sobie.
Karin spojrzała na młodego Uchihe.Na mężczyznę swojego życia.Który aż do szpiku kości jest przesiąknięty jadem i chęcią zemsty.Ale ogień, który cię parzy to ten sam przy którym się grzejesz.Walcząc z nim nie miałaby żadnych szans.Mimo, że posiada Technikę Tłumienia Chakry.Gdyby go nie kochała.. może dałaby radę.Chociaż czarnooki wiele razy dawał jej do zrozumienia, że nie ma u niego szans.Wbrew temu czasem choć nie za często widziała w nim przejawy jakiegokolwiek uczucia do niej.Miała tylko nadzieję,że sobie tego nie wmawia usiłując oszukać samą siebie.
-My już właściwie skończyliśmy. - spojrzała na Sasuke.
Oboje przez chwilę wpatrywali się w białowłosego jak odchodzi.Sytuacja zaczęła się robić napięta.Przez ciało młodej kunoichi przeszedł dreszcz.Tak bardzo chciała by znaleźć się teraz w jego ramionach.Nie obchodziło, by ją wtedy nic innego.
Zauważyła,że zbliżył się do niej o kilka kroków.Wiatr podrażniał ich poliki.Słońce górowało, bo było południe.
-Ulecz mi ją. - spojrzała na niego. Stał przed nią. Ściągnął koszulkę.Płaszcz charakterystyczny dla Akatsuki leżał teraz na ziemi.Zaparło jej dech w piersiach.Te jego niesamowite mięśnie..Odleciała do własnej krainy marzeń.Chciałaby mieć go na wyłączność.Pomóc mu nawet w zemście.Zrobiłaby wszystko o co by poprosił w zamian za jego uwagę.
-Nie słyszałaś co powiedziałem? - rozzłościł się przez co dziewczyna wróciła na ziemie.
Wyciągnęła dłoń w kierunku bruneta.Wiedziała,że zaraz wpiję się w jej dłoń niczym wampir.Pozbawi jej cząstki siły,ale było jej to obojętne.Na szczęście była już po walce z Konan, którą również mocno poturbowała.Zadając fioletowowłosej ostateczny cios jednocześnie obserwowała reakcję Uchihy.Widziała w jego oczach zdumienie.Chciała być lepsza niż Haruno kiedykolwiek była.Wielokrotnie słyszała, że różowołosa była tylko kulą u nogi i nigdy nic nie robiła.Oprócz tego,że była najlepsza w genjutsu.
Poczuła ból.Sasuke wgryzł się w jej przed ramię jakby od tego zależało jego życie,a przecież na ciele miał tylko kilka małych ran.Wzięła głęboki, spokojny oddech.Taka bliskość powodowała palpitację jej serca.
Musimy wracać. - rzekła stanowczo.Ku zdziwieniu brunet skinął tylko głową na znak,że rozumie.Nigdy go nie zrozumie.Jest dla niej chodzącą zagadką; tajemnicą.Jest jak dobra książka.Od razu chciałoby się ją jak najszybciej przeczytać, by dowiedzieć jak się skończyła.I choć to nie kwestia posiadania to twierdziła,że Sasuke należy do niej.W końcu to z nią jest w teamie.Nie z Haruno.Nie z Uzumakim.Nie z kimkolwiek innym.Jest ciekawa czy jeszcze pamięta swoich dawnych kompanów, ale bała się go o to pytać.Gdy miał gorszy dzień tak jak dziś był nie do zniesienia.Wyżywał się na niej.Mimo, że jest dobrym medic-ninja i świetną kunoichi. Ale co raz częściej czuła,że tylko w jej własnym minimaniu..Jednak widziała dla niego promyk nadziei.Może, wtedy gdy już pomści swój klan stanie się zupełnie innym człowiekiem.To zemsta tak go napędzała.Gdyby była kobietą z pewnością wziąłby z nią ślub.
Wrócili do siedziby.Cała droga minęła w ciszy.Karin zawzięcie o czymś myślała, a Sasuke nie podejmował próby zaczęcia konwersacji.Wchodząc do salonu usłyszeli krzyk Suigetsu. - Pain was woła! Młody Uchiha nie był zadowolony z tego obrotu spraw.Za pewne znowu chce go ochrzanić.Skoro jest taki mądry niech sam się zajmuje tymi bezsensownymi raportami i misjami.On ma już cel do którego stale dąży.Wraz z Karin stanęli przed dużymi drzwiami.Dziewczyna wzięła głęboki oddech i powoli nacisnęła klamkę, a drzwi się otworzyły.Pomarańczowowłosy stał do nich tyłem wpatrując się w krajobraz za oknem.Przeszedł ją dreszcz.A co jeśli zostanę rozdzielona z Sasuke? Nie,nie! Karin nawet tak nie myśl! Na pewno nie!
-Słuchajcie mam dla was misję. - zaczął, a kamień spadł im z serca.Od razu człowiekowi lżej.Mógłby tak nie przeciągać struny.
-Nie mam czasu. - warknął tym samym chłodnym tonem co wcześniej.Patrzył wprost na plecy Paina.Chciało mi się śmiać.On jest taki.. odważny.Ma gdzieś, czy pomrańczowowłosy zaraz zacznie się wydzierać, czy nie.Lubiłam w nim to.
-Nie masz czasu? Słyszycie?!! Nie ma czasu?! - rozzłościł się na prawdę nie na żarty.Uderzył pięścią w biurko tym samym obracając się w naszą stronę. - A co nasz mistrz wiecznie zapracowany ma w planach?!
-Mistrzu, uspokój się.. - próbowała jakoś to wszystko załagodzić.Nigdy go takiego nie widziała.
-Nie lubię się powtarzać,Sasuke. - Wyruszacie jeszcze dziś do Suny! Jeśli tym razem spapracie sprawę to własnoręcznie was ukatrupię.Zrozumiano?! - jego głos odbijał się o każdy kant mebli.
-Do Suny? - zdziwiła się. - Nie chcę być kapryśna, ale po co?
-Deidara powiadomił mnie dziś rano, że najlepszy oddział ANBU z Konohy się tam dziś udaje. - na jego twarzy pojawił się morderczy uśmiech.Już wiem co ma zamiar zrobić.
-Mamy ich zabić?
-Nie, nigdy! Są mi potrzebni.Zaplanowałem już dla nich specjalne atrakcje.Macie mi ich dostarczyć. - Żywych. - dodał.
Spojrzała na twarz Sasuke, ale niestety nic z niej nie wyczytała.Zero jakiejkolwiek reakcji.Z resztą co on by mógł? To nie on tutaj rządzi i chyba ciężko mu się z tym pogodzić.
- Jak sami dobrze wiecie potrzebujemy na prawdę dobrego medyka. - zaczął znów ględzić.Z nieukrywaną niechęcią słuchała go.
-Znam tylko trzech świetnych medyków. - Tsunade-Sama.. Hokage V. Ale nie będę wam powierzał takiego zadania, żeby zabijać samego Hokage.Wy nawet wiewiórki złapać nie potraficie.. - zakpił.Widziała jak dłonie Sasuke zaciskają się w pięść.Z niewyobrażalną szybkością shuriken bruneta leciał wprost na Paina. - Przestań! - wykrzyczała patrząc prosto w jego oczy.Zwariował.
Pomarańczowowłosy tylko parsknął śmiechem.Z łatwością złapał shuriken i zaczął się nim bawić.W jego oczach na prawdę była widoczna chęć mordu.
-Och, Sasuke.Masz charakter po bracie. Wiem,że niecierpliwisz się, ale pozwól mi dokończyć. - znowu wybuchnął głośnym nieopanowanym śmiechem.
-Kabuto, który jest podwładnym Madary więc odpada.Nie będziemy robić sobie na razie wrogów. No i ponoć jakaś dziewczyna z ANBU. - zagryzł dolną wargę.
-Nie znam żadnej medic-ninja. - rzekł Uchiha.
-Skoro będzie w tej charakterystycznej masce jak rozpoznamy, że to właśnie ona ? -mruknęła.
-Służba w tej jednostce wymaga maksymalnych umiejętności.Obstawiam, że tylko ona do niej należy.W końcu jest to niebezpieczny oddział; nie bawi się tam lalkami tylko zabija.
-Ciekawe.. - spojrzeli na bruneta.Zawzięcie o czymś myślał. - Co za to dziewczyna.W akademii każda była nic nie warta, a tu proszę.Do ANBU się dostała. - prychnął śmiechem.W jego głowie zaczęło panować tornado.Nie umiał się doczekać tego spotkania.
****
Stukanie kropel deszczu o runne było na tyle głośne,że wybudziło ją ze snu.Powoli podniosła się do pozycji siedzącej przeczesując różowe włosy.Pochyliła głowę lekko w bok i spojrzała przez okno.Nieciekawie.Ciemne chmury i obfity deszcz.Z resztą Aiko mówiła,że w Kirigakure jest to na porządku dziennym i mieszkańcy są do tego całkowicie przyzwyczajeni.Zgarnęła włosy prawą dłonią i sięgnęła po butelkę wody, która stała tuż przy jej tymczasowym łóżku.Wzięła łyk na otrzeźwienie.Nie była do końca wybudzona.Zaspanymi oczyma spojrzała na srebrną tarczę zegaru, który wisiał tuż nad drewnianą szafą. - 9:25?!
Jako oddział ANBU nie mogą pozwolić sobie na przeciąganie bez powodu misji.W końcu to tylko dostarczenie do Suny jakiś ważnych dokumentów, których oczekuje Kazekage.W tym czasie Konoha może ich potrzebować! Kiedyś było to spokojne miejsce, ale od jakiegoś czasu co raz częściej są nagłe ataki i napady.Sakura miała skrytą nadzieję,że ta cała ich sielanka w mgnieniu oka dobiegnie końca i w pośpiechu wrócą do Konohagakure.
Ziewnęła jeden raz, a potem drugi i udała się do łazienki.
Biało-śnieżne kafelki idealnie tutaj pasowały.Na środku duża wanna - zawsze o tym marzyła, ale nie mogła sobie na to pozwolić ze względu na zbyt małe pomieszczenie.Po lewej porcelanowa toaleta i malutka szafka.Rzecz jasna nie mogło zabraknąć dużego przejrzystego lustra, w którym teraz odbijał się obraz różowowłosej.Namydliła dłonie, po czym dokładnie umyła twarz.Kolejną rutynową czynnością było oczywiście umycie zębów.Związała swoje długie włosy w koński ogon, który i tak sięgał jej pasa.Wiele razy rozmyślała nad tym, czy ściąć włosy, ale nie miała na tyle odwagi.Czasem przeszkadzały jej na misjach, ale długie włosy to coś o czym zawsze marzyła.Odłożyła szczotkę na szafkę, po czym opuściła chłodne pomieszczenie.Brr chyba tutaj nie grzeją.Z wdziękiem schodziła ze schodów trzymając się jedną ręką poręczy.Ciekawa była czy Naruto już wstał.On był niezłym śpiochem.Wchodząc do salonu zauważyła trzy osoby - Osumo, Aiko i chłopaka, który nie był Naruto.Lekko się zmartwiła, czyżby poszedł bez niej?
-O dzień dobry, Sakura!- usłyszała ciepły głos kobiety.Różowowłosa posłała jej lekki uśmiech jednocześnie spoglądając na siedzącego obok bruneta.Nie widziała jego twarzy, bo siedział tyłem.Co za gbur!
-Dzień dobry. - mruknęła dalej stojąc w drzwiach.
-Siadaj, co tak stoisz jakbyś kij od miotły połknęła? - zachichotała.Ta kobieta ma na prawdę niezwykłe poczucie humoru.
-Jak się spało ? - usłyszała męski głos.Nie trudno było się domyśleć, że należy do Osumo.
-W porządku. - prychnęła powoli siadając na przeciwko tajemniczego chłopaka, który ciągle milczał.Dziwny.
-Mitsuko! Przedstaw się, czy ja na prawdę muszę cię traktować jako 5 letnie dziecko?! - znowu słyszała jej głośne krzyki.Krzyczy jak mewy, których nie znosi.
-Mitsuko. - spojrzała na niego.Sama nie wiedziała, czy kieruję te słowa do mnie.Był taki chłodny i zimny.Biło od niego obojętnością.
W końcu się przełamał i podał jej rękę, którą z resztą uścisnęła. - Sakura.. - dodała.
-To nasz syn, ale przepraszamy za niego czasem na prawdę mało mówi. - znowu się zaśmiała.Nie nadążam za tą kobietę.Chyba ma kryzys wieku średniego, bo co chwilę jej nastrój się zmienia.
-Gdzie jest Naruto? - przeszła do rzeczy.Chciała już mieć to za sobą i w końcu ruszyć do Suny.
-Wyruszył już jakieś dwadzieścia minut temu.. - spojrzał na zegarek mężczyzna.
-Dlaczego nie powiedzieliście od razu?! - szybko wstała zasuwając za sobą krzesło.Była gotowa z miejsca udać się w pogoń za blondynem.Co on sobie myśli? Nie jest na tej misji sam.Ale go ochrzanię!
-Czekaj, moje dziecko! - poczuła rękę Aiko na swojej.Zwiewnie się obróciła i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Miło było was poznać, odwiedźcie nas jeszcze kiedyś. -uśmiechnęła się.
-Okej, jeśli tylko nadarzy się taka okazja.Chciała już iść, ale jej zimna dłoń dalej to umożliwiała.Do cholery, co ona chcę.Ja się śpieszę.
-Może zrobić ci kanapki na drogę?
-Nie trzeba.
-Wiem,ale nalegam.
-Nie! Na prawdę nie mam czasu! - wrzasnęła, po czym siłą wyrwała się.Ma misję, czy ona tego nie rozumie?!Nie może sobie gawędzić o bzdurach.Kazekage na pewno już się nie cierpliwi. Jeszcze chwila, a powiadomi Tsunade-sama, dlaczego tak długo ich nie ma, a tego by nie chciała.Darzy Sakure ogromnym zaufaniem i szacunkiem; nie może jej zawieść.Ceni ją za wspaniałe umiejętności, które posiada.Doskonale pamięta dzień, kiedy Sasuke odszedł z wioski.Tego tak łatwo nie da się wymazać z pamięci nawet jeśli się bardzo chce.Trudno było jej zrozumieć, dlaczego udał się do takiego kryminalisty zamiast zostać z nią i Naruto.Jednak odpowiedź była jasna - zemsta.Kiedyś była gotów nawet mu w niej pomóc, ale dziś? Nie,nie,nie.To już nie ta dawna Sakura, która wszystko robiła co się jej każe.Nie chcąc być gorsza trenowała, również z legendarnym sanninem - Tsunade.Pierwszy raz w życiu dawała z siebie wszystko.Nie mogła już patrzeć na swoje odbicie w lustrze.Zawsze chroniona.Tamten dzień, był decydujący.Powiedziała,dość! Podziwiając osiągnięcia Naruto i Sasuke nic nie zdziała.Po kilkuletnim treningu pod skrzydłami kobiety hazardu była już porównywana do niej.Wiele mieszkańców widziało w niej potencjał młodej Tsunade, co bardzo ją cieszyło.
Cholera,gdzie ten Nartuto?! Znając jego nie mógł odejść daleko.Ślimaczy się jak mało kto.Może i jest o wiele silniejszy niż kiedyś, ale jego młodzieńczy charakterek się zachował.Nadal nieodpowiedzialny i nieuważny.Oby tylko nie wpakował się w kłopoty,bo go zabije!!!
Notka jest, zabierałam się już od wczoraj w celu napisania jej.Zaczęłam coś bazgrolić na lekcji wystarczyło dopracować szczegóły.Gdyby nie wczorajsza nauka to może notka byłaby szybciej, ale cóż.Mam do was prośbę.Mogę pisać tego bloga,ale tylko wtedy gdy się Wam podoba.Dlatego proszę napiszcie w komentarzach czy kontynuować tę historię, czy zaciekawi Was inna.Nie chcę robić czegoś, co Wam się nie podoba, dlatego liczę sobie współpracę!
Pozdrawiam!
Mitsuko
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 1.
Słońce nieśmiało wdrapywało się po błękitnym niebie.Ptaki radośnie świergotały tym samym witając mieszkańców wioski.Kot przeciągnął się na murku i przyglądał się przechodniom.Wczesnym rankiem wioska tętniła życiem.Wszyscy w pośpiechu kroczyli do swej ukochanej, albo wręcz przeciwnie znienawidzonej pracy.Zapowiadał się na prawdę ładny dzień.Do pokoju różowowłosej wdarły się bezlitośnie pierwsze promienie słońca.Lekko muskały jej delikatną twarzyczkę.Nie miała zamiaru wstawać tak wcześnie.Chciała pobyć w objęciach Morfeusza jeszcze parę niewinnych minut.Przecież to jej nie zbawi.Miała przyjemny sen,co można stwierdzić po widniejącym na jej ustach promienistym uśmiechu.Jej włosy rozłożyły się na łóżku, niczym gwiazdy na niebie.Przez swój specyficzny kolor trudno byłoby jej nie znać.Ten niepospolity kolor doskonale odzwierciedlał jej charakter.W końcu symbolizuję on uczuciowość,skłonność do wzruszeń oraz wrażliwość.Jest niezwykle krucha, jednak potrafi to nieziemsko ukrywać.W walce nigdy nie pokazuję przeciwnikowi swoich słabości, bowiem bardzo dobrze wie,że mógłby to wykorzystać i szybko przejąć przewagę.Gdy ktoś wyprowadzi ją z równowagi potrafi pokazać pazurki.W dzieciństwie była spostrzegana jako zakompleksiona dziewczynka.Jej największym kompleksem było jak uważała - wysokie czoło.Często przykrywała je grzywką.Czuła się przez to nieatrakcyjna.Dopiero gdzieś po egzaminie na Chuunina zrozumiała, iż tak nie jest.Wtedy po raz pierwszy zobaczyła w sobie piękną z dużym potencjałem dziewczynę.Przestała już zapuszczać grzywkę.Nagle przestało ją interesować zdanie innych.Wiedziała,że są rzeczy ważniejsze niż wygląd.Skupiała się wówczas więcej na walce wręcz i ulepszaniem swojego jutsu. Kiedy znany wszystkim Uchiha opuścił na dobre wioskę postanowiła się zmienić.Miała dość bycia kulą u nogi.Wkurzało ją,że wszyscy wokoło rosną w sile, a ona stoi w miejscu i nie ma odwagi pójść dalej.Dotarło do niej jak bardzo jest słaba i bezużyteczna, gdy Naruto zostawił ją po raz pierwszy samą; tym samym wybierając się na trening z legendarnym sanninem Jiraiyą.Było jej ogromnie wstyd, gdy mówiono o niej jako wnuczce V Hokage.Twierdziła,że nie zasługuję na ten tytuł.Miedzy nią, a młodą Tsunade była przeogromna przepaść, którą chciała pokonać.Tak czy inaczej została słynną kunoichi.Teraz pracuję dla ANBU i jest z siebie dumna.Zawsze chciała chronić tak cennego dla niej miejsca.
Spojrzała na zegarek - 10:25.Stwierdziła,że to nie żarty i na prawdę musi wstać.Szybkim krokiem skierowała się w kierunku toalety i wykonała wszystko poranne czynności.Mocna kawa postawiła ją na nogi.Zaczęła zajadać swoje ulubione musli.Rozległ się dzwonek do drzwi.Przez okno dostrzegła,że to jej przyjaciel, który na jej widok szeroko się uśmiechnął.
-Sakura,a ty w piżamie!? - wykrzyczał.
-Normalni ludzie w nocy śpią - zakpiła z niego wracając do swojego śniadania.
-Nie za kusa ta halka? - skrzyżował brwi, wykrzywiając usta w dzióbek.
-Jeszcze słowo, a stanie ci się krzywda.
-Dobra,dobra. - Luuz. - Wiesz,że wyruszamy dziś na misję?
-Jaką misję? Miałam iść po południu do Akademi..
-Zmiana planów. - wzruszył ramionami na znak bezradności.
-Czemu Tsunade nie powiedziała mi wcześniej?
-Może stwierdziła, że powie to bardziej rozumnemu ninja. - zaśmiał się.
-A może po prostu byłam ostatnio zbyt zajęta? - syknęła. - Co to za misja?
-Nie wiem nie słuchałem tej babki dokładnie. Ale całkiem ustatkowana, ponoć nawet nie będziemy musieli walczyć.
-Dlaczego więc wysyła na taką banalną misję ANBU?
-Sakurcia, czasem zachowujesz się jakbym był chodzącą encyklopedią.
-Za takiego się masz,czyż nie? - puściła mu oczko.
-Mówiłem ci,że kocham twój charakter?
-Tysiąc razy.
-Więc to tysiąc pierwszy. - ukazał jej swoje białe zęby. -Lepiej się pośpiesz.Za dwie godziny wyruszamy.
-Świetnie, czy ja zawsze dowiaduję się jako ostatnia? - widziała jak był gotów odpowiedzieć na jej retoryczne pytanie głupim tekstem. - Daruj sobie. - dodała.
-Nie poznaję cię Sakura. - spojrzała na niego pytająco. -Jestem przyzwyczajony do starej Sakurci z akademii.Wydoroślałaś przez te cztery lata, gdy nie mieliśmy kontaktu. - westchnął.
-Myślałeś, że zawsze będę tylko chroniona przez ciebie? - zdziwił się. -Że broniąc mnie będziesz się popisywał swoimi nowymi technikami.. - zagryzła mocno wargę. - Byłeś w błędzie.Nie ma już tej różowowłosej kuli u nogi.
-Twoja postawa mi się podoba - uśmiechnął się. - Mogę cię o coś spytać? - wlepił wzrok w ścianę.
-Hm..?
-Jak myślisz..co z Sasuke? Westchnęła.Chwile milczała, ale nie chciała, żeby pomyślał sobie, że nadal jest coś na rzeczy.
-To już nie nasza sprawa Naruto.Dobrze wiesz, że miał wybór.Zrobił to co chciał.Z resztą jak zawsze.Nie powinieneś sobie nim głowy zaprzątać.
-Był naszym przyjacielem..
-Minęły cztery lata.Nie sądzę,żeby pamiętał nawet nasze imiona.
-Jesteś bezlitosna.
-Mówisz tak jakby on kiedykolwiek był. - uśmiechnęła się szeroko opierając o blat kuchenny.
-Jestem tylko ciekaw, czy jego marzenia się zyściły.
-Marzenia? Marzenia, które ranią wszystkie wkoło osoby to nic nie warte marzenia.Sam mi to kiedyś powiedziałeś.
-Mam mieszane uczucia.Czuję się, że jeszcze go spotkamy,ale już jako śmiertelnego wroga.
-Wtedy go zabijemy i po sprawie.
-I zrobiłabyś to z zimną krwią?Bez wyrzutów sumienia?
-Chyba mi nie powiesz,że próbowałbyś go znowu nawrócić. Spojrzała na blondwłosego przyjaciela, który wzruszał ramionami. - Nie,Naruto.Jest już za późno.Daj spokój, na prawdę.Zajmij się spełnianiem marzeń.A nie zadufanym w sobie dupkiem.
-Może masz rację. - Dobra, Sakurcia ja spadam.Widzimy się za dwie godziny. - pożegnał ją gorącym uściskiem. - Tak,tak do zobaczenia.
****
W ciemnym opuszczonym pokoju stali dawaj mężczyźni.Gdyby nie jedna zapalona lampka można byłoby stwierdzić, że nikt tutaj nie wchodzi.Pajęczyny w rogach ściany były nadzwyczajnie zauważalne.Ta sala od kilku dobrych miesięcy nie zaznała światła dziennego.Okna były szczelnie pozaklejane czarną taśmą, jakby Akatsuki bało się, że ktoś chcę ich podglądać.Właściwie to nikt nie wiedział o ich kryjówce.Była ściśle tajna.Znajdywała się na granicy Konohy za wielkim starym lasem.Jedynie członkowie tej niebezpiecznej organizacji o niej wiedzieli.Ten ogromny gmach miał niewymownie wiele sal.Większość z nich i tak była zamknięta na cztery spusty.Kręte korytarze zdawały się nie mieć końca.
-Więc co zamierzasz zrobić ? - zapytał blond włosy z grzywką przysłaniającą jego lewe oko.
-Na razie musimy to przeczekać.Nie mam wystarczająco siły.. - ciągnął pomarańczowo włosy.
-Tak jest, mistrzu.Wstrzymam wojsko.
-Doskonale, Deidara. - pokręcił głową. -Rewelacyjnie sprawdzasz się w roli mojego asystenta.
-To dla mnie zaszczyt. Jest tylko taka jedna mała rzecz, o którą chciałbym cię zapytać.
-Śmiało. - pokazał gestem ręki, by mówił dalej.
-Wiadomo co z Itachim?
-Niestety nie.Sasuke nie zdał mi ostatnio fenomenalnych raportów.Domniema, iż uciekł już z Konohy po ich ostatnim ''braterskim'' spotkaniu.
-Nie sądzisz, że to trochę dziwne?
-Jasne, że tak uważam.Itachi nie poddał by się tak łatwo.Tym bardziej, że współpracuję z Madarą.
-Myślałem,że to my jesteśmy najniebezpieczniejszą organizacją. - parsknął. -Tylko nas ludzie mają się bać.
-I boją. - uśmiechnął się szyderczo. - Konoha już jest moja.
-Szefie, a jak zamierzasz tego dokonać? Przecież..
-Milcz! - przerwał mu. -Mamy już z Sasorim i Sasuke plan. - Reszta to już nie twoja sprawa.
Głośny huk; oboje przenieśli swój wzrok na pomarańczowooką, która stała w drzwiach.
-Do jasnej cholery, Konan! Ile razy mówiłem,że bez pukania tutaj nikt nie ma prawa wstępu.
-Wybacz, Pain. - Przybywam właśnie z tej wioski piasku.
-I jak raport?
-Gaara coś knuje.
-Mianowicie?
-Tego nie wiem.. Pain wstał.Na jego twarzy pojawiła się złość, a w oczach płomienie.Nienawidził, gdy coś szło nie po jego myśli.Nie mógł nigdy znieść porażki.
-Czy wy macie 5 lat?! - jego głośne warknięcie rozległo się po całym budynku. - Nie umiecie dowiedzieć się co knuje nasz wróg?! - Dość tego! Jutro Konan wyruszasz na trening z Deidarą i Sasuke.Nie będę was niańczył.Wyraziłem się chyba jasno!
-Tak, szefie. - odpowiedzieli równocześnie.
-A teraz wynocha, mam pełno spraw na głowie.
W ciszy wyszli z gabinetu Paina.Oboje mieli go już po dziurki w nosie.Tych rozkazów i krzyków.Traktował ich jak najgorszych śmierci,ale przecież sami się na to zgodzili.Byli w drodze do swoich pokoi, ale znowu zapomnieli na którym zakręcie mają iść w prawo.
-Po co ty tyle tych zakrętów?!Nie wystarczył by jeden? - wzruszył na to ramionami.
-Pain ma rację jesteście beznadziejni. - uśmiechnęła się szyderczo okularnica, która stała teraz na przeciw ich z nogami opartymi na ścianie.Ręce miała skrzyżowane na piersiach, a jej wzrok był na prawdę groźny.
-Nie umiecie nawet trafić do pokoju, żałosne. - skinęła. - I wy się nazywanie członkami Akatsuki?
-A ty chyba tylko dzięki Sasuke się tutaj dostałaś. - szybko obroniła się pomarańczowooka.
-To co łączy mnie a jego to nie wasza sprawa. - Tak czy siak jestem od was lepsza.
-To co powiesz na sparing! - wreszcie odezwał się blondyn, który przez dłuższy czas milczał.
-Podziwiam twoją odwagę,Deidara.Zgoda. - uścisnęli sobie ręce.
-Dajcie spokój! Nie jesteśmy wrogami. Musimy współpracować razem, jeśli nie chcemy, by Pain nas zniszczył!
-O jaka tchórzofretka. - zaśmiała się Karin. - Pain je Sasuke z ręki.Nie mam czego się bać.To mój rejon.
-A ty zbyt pewna siebie.To cię zgubi. - Chodź Deidara. - pociągła go za rękaw.
-Frajerzy. - skomentowała rożowowłosa, po czym wskoczyła na pal i udała się w stronę swojego pokoju.
To dopiero początek, więc może być nudne.Piszcie, czy wam się podoba :)
Spojrzała na zegarek - 10:25.Stwierdziła,że to nie żarty i na prawdę musi wstać.Szybkim krokiem skierowała się w kierunku toalety i wykonała wszystko poranne czynności.Mocna kawa postawiła ją na nogi.Zaczęła zajadać swoje ulubione musli.Rozległ się dzwonek do drzwi.Przez okno dostrzegła,że to jej przyjaciel, który na jej widok szeroko się uśmiechnął.
-Sakura,a ty w piżamie!? - wykrzyczał.
-Normalni ludzie w nocy śpią - zakpiła z niego wracając do swojego śniadania.
-Nie za kusa ta halka? - skrzyżował brwi, wykrzywiając usta w dzióbek.
-Jeszcze słowo, a stanie ci się krzywda.
-Dobra,dobra. - Luuz. - Wiesz,że wyruszamy dziś na misję?
-Jaką misję? Miałam iść po południu do Akademi..
-Zmiana planów. - wzruszył ramionami na znak bezradności.
-Czemu Tsunade nie powiedziała mi wcześniej?
-Może stwierdziła, że powie to bardziej rozumnemu ninja. - zaśmiał się.
-A może po prostu byłam ostatnio zbyt zajęta? - syknęła. - Co to za misja?
-Nie wiem nie słuchałem tej babki dokładnie. Ale całkiem ustatkowana, ponoć nawet nie będziemy musieli walczyć.
-Dlaczego więc wysyła na taką banalną misję ANBU?
-Sakurcia, czasem zachowujesz się jakbym był chodzącą encyklopedią.
-Za takiego się masz,czyż nie? - puściła mu oczko.
-Mówiłem ci,że kocham twój charakter?
-Tysiąc razy.
-Więc to tysiąc pierwszy. - ukazał jej swoje białe zęby. -Lepiej się pośpiesz.Za dwie godziny wyruszamy.
-Świetnie, czy ja zawsze dowiaduję się jako ostatnia? - widziała jak był gotów odpowiedzieć na jej retoryczne pytanie głupim tekstem. - Daruj sobie. - dodała.
-Nie poznaję cię Sakura. - spojrzała na niego pytająco. -Jestem przyzwyczajony do starej Sakurci z akademii.Wydoroślałaś przez te cztery lata, gdy nie mieliśmy kontaktu. - westchnął.
-Myślałeś, że zawsze będę tylko chroniona przez ciebie? - zdziwił się. -Że broniąc mnie będziesz się popisywał swoimi nowymi technikami.. - zagryzła mocno wargę. - Byłeś w błędzie.Nie ma już tej różowowłosej kuli u nogi.
-Twoja postawa mi się podoba - uśmiechnął się. - Mogę cię o coś spytać? - wlepił wzrok w ścianę.
-Hm..?
-Jak myślisz..co z Sasuke? Westchnęła.Chwile milczała, ale nie chciała, żeby pomyślał sobie, że nadal jest coś na rzeczy.
-To już nie nasza sprawa Naruto.Dobrze wiesz, że miał wybór.Zrobił to co chciał.Z resztą jak zawsze.Nie powinieneś sobie nim głowy zaprzątać.
-Był naszym przyjacielem..
-Minęły cztery lata.Nie sądzę,żeby pamiętał nawet nasze imiona.
-Jesteś bezlitosna.
-Mówisz tak jakby on kiedykolwiek był. - uśmiechnęła się szeroko opierając o blat kuchenny.
-Jestem tylko ciekaw, czy jego marzenia się zyściły.
-Marzenia? Marzenia, które ranią wszystkie wkoło osoby to nic nie warte marzenia.Sam mi to kiedyś powiedziałeś.
-Mam mieszane uczucia.Czuję się, że jeszcze go spotkamy,ale już jako śmiertelnego wroga.
-Wtedy go zabijemy i po sprawie.
-I zrobiłabyś to z zimną krwią?Bez wyrzutów sumienia?
-Chyba mi nie powiesz,że próbowałbyś go znowu nawrócić. Spojrzała na blondwłosego przyjaciela, który wzruszał ramionami. - Nie,Naruto.Jest już za późno.Daj spokój, na prawdę.Zajmij się spełnianiem marzeń.A nie zadufanym w sobie dupkiem.
-Może masz rację. - Dobra, Sakurcia ja spadam.Widzimy się za dwie godziny. - pożegnał ją gorącym uściskiem. - Tak,tak do zobaczenia.
****
W ciemnym opuszczonym pokoju stali dawaj mężczyźni.Gdyby nie jedna zapalona lampka można byłoby stwierdzić, że nikt tutaj nie wchodzi.Pajęczyny w rogach ściany były nadzwyczajnie zauważalne.Ta sala od kilku dobrych miesięcy nie zaznała światła dziennego.Okna były szczelnie pozaklejane czarną taśmą, jakby Akatsuki bało się, że ktoś chcę ich podglądać.Właściwie to nikt nie wiedział o ich kryjówce.Była ściśle tajna.Znajdywała się na granicy Konohy za wielkim starym lasem.Jedynie członkowie tej niebezpiecznej organizacji o niej wiedzieli.Ten ogromny gmach miał niewymownie wiele sal.Większość z nich i tak była zamknięta na cztery spusty.Kręte korytarze zdawały się nie mieć końca.
-Więc co zamierzasz zrobić ? - zapytał blond włosy z grzywką przysłaniającą jego lewe oko.
-Na razie musimy to przeczekać.Nie mam wystarczająco siły.. - ciągnął pomarańczowo włosy.
-Tak jest, mistrzu.Wstrzymam wojsko.
-Doskonale, Deidara. - pokręcił głową. -Rewelacyjnie sprawdzasz się w roli mojego asystenta.
-To dla mnie zaszczyt. Jest tylko taka jedna mała rzecz, o którą chciałbym cię zapytać.
-Śmiało. - pokazał gestem ręki, by mówił dalej.
-Wiadomo co z Itachim?
-Niestety nie.Sasuke nie zdał mi ostatnio fenomenalnych raportów.Domniema, iż uciekł już z Konohy po ich ostatnim ''braterskim'' spotkaniu.
-Nie sądzisz, że to trochę dziwne?
-Jasne, że tak uważam.Itachi nie poddał by się tak łatwo.Tym bardziej, że współpracuję z Madarą.
-Myślałem,że to my jesteśmy najniebezpieczniejszą organizacją. - parsknął. -Tylko nas ludzie mają się bać.
-I boją. - uśmiechnął się szyderczo. - Konoha już jest moja.
-Szefie, a jak zamierzasz tego dokonać? Przecież..
-Milcz! - przerwał mu. -Mamy już z Sasorim i Sasuke plan. - Reszta to już nie twoja sprawa.
Głośny huk; oboje przenieśli swój wzrok na pomarańczowooką, która stała w drzwiach.
-Do jasnej cholery, Konan! Ile razy mówiłem,że bez pukania tutaj nikt nie ma prawa wstępu.
-Wybacz, Pain. - Przybywam właśnie z tej wioski piasku.
-I jak raport?
-Gaara coś knuje.
-Mianowicie?
-Tego nie wiem.. Pain wstał.Na jego twarzy pojawiła się złość, a w oczach płomienie.Nienawidził, gdy coś szło nie po jego myśli.Nie mógł nigdy znieść porażki.
-Czy wy macie 5 lat?! - jego głośne warknięcie rozległo się po całym budynku. - Nie umiecie dowiedzieć się co knuje nasz wróg?! - Dość tego! Jutro Konan wyruszasz na trening z Deidarą i Sasuke.Nie będę was niańczył.Wyraziłem się chyba jasno!
-Tak, szefie. - odpowiedzieli równocześnie.
-A teraz wynocha, mam pełno spraw na głowie.
W ciszy wyszli z gabinetu Paina.Oboje mieli go już po dziurki w nosie.Tych rozkazów i krzyków.Traktował ich jak najgorszych śmierci,ale przecież sami się na to zgodzili.Byli w drodze do swoich pokoi, ale znowu zapomnieli na którym zakręcie mają iść w prawo.
-Po co ty tyle tych zakrętów?!Nie wystarczył by jeden? - wzruszył na to ramionami.
-Pain ma rację jesteście beznadziejni. - uśmiechnęła się szyderczo okularnica, która stała teraz na przeciw ich z nogami opartymi na ścianie.Ręce miała skrzyżowane na piersiach, a jej wzrok był na prawdę groźny.
-Nie umiecie nawet trafić do pokoju, żałosne. - skinęła. - I wy się nazywanie członkami Akatsuki?
-A ty chyba tylko dzięki Sasuke się tutaj dostałaś. - szybko obroniła się pomarańczowooka.
-To co łączy mnie a jego to nie wasza sprawa. - Tak czy siak jestem od was lepsza.
-To co powiesz na sparing! - wreszcie odezwał się blondyn, który przez dłuższy czas milczał.
-Podziwiam twoją odwagę,Deidara.Zgoda. - uścisnęli sobie ręce.
-Dajcie spokój! Nie jesteśmy wrogami. Musimy współpracować razem, jeśli nie chcemy, by Pain nas zniszczył!
-O jaka tchórzofretka. - zaśmiała się Karin. - Pain je Sasuke z ręki.Nie mam czego się bać.To mój rejon.
-A ty zbyt pewna siebie.To cię zgubi. - Chodź Deidara. - pociągła go za rękaw.
-Frajerzy. - skomentowała rożowowłosa, po czym wskoczyła na pal i udała się w stronę swojego pokoju.
To dopiero początek, więc może być nudne.Piszcie, czy wam się podoba :)
niedziela, 28 lutego 2016
Prolog.
Nigdy nie myślałam, że znowu go zobaczę.Bruneta z czarnymi oczami, przypominające głęboką bez dna otchłań.Nigdy przenigdy nie pomyślałabym,że stanę przed takim wyborem.Nie wiedziałam co mam zrobić.Pragnienie jego ciała wzięło górę nad moim rozsądkiem.Straciłam chyba wszystkie zmysły.Byłam zmęczona już ciągłym zastanawianiem się co jest dobre, a co złe.Niech do jasnej cholery dzieje się co chce!Tylko czemu pociąga to za sobą tak liczne konsekwencje?Nie mogę tego zrobić mojej rodzinnej wiosce.To tutaj się wychowałam i spędziłam całe swoje dzieciństwo.Mam z tym miejscem wiele wspomnień.Na tych uliczkach po raz pierwszy zapomniałam o swoich lękach i puściłam kierownicę roweru modląc się w duchu, iż dam radę utrzymać równowagę.To tutaj właśnie pierwszy raz trafiłam swoim shurikenem w obrany cel.Pamiętam do dziś jak bardzo byłam, wtedy z siebie dumna.Od małego wmawiałam wszystkim, że zostanę wspaniałym medykiem ninja.Zawsze podziwiałam swoją babkę Tsunade, która dzięki swoim zdolnością została mianowana na V Hokage.Chciałam być taka jak ona.Tylko czy wspaniały ninja postąpiłby tak nie rozsądnie jak ja?Gardziłam się za to wszystko.Dlaczego życie stawia nas przed takimi wyborami?Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę, by był tak rozdarty pomiędzy złem z dobrem jak ja tamtego dnia.Powinnam była zabić go, wtedy kiedy była okazja; nie zwlekając dłużej.Byłam zbyt słaba.Zrozumiałam wówczas, że tym co nas osłabia jest to chore uczucie nazywane przez wszystkich miłością.Pomimo upływu tylu dobrych lat ta namiętność nie przeminęła, a nawet nie zminimalizowała się.Dotarło do mnie,że żadna wielka miłość nie umiera do końca.Możemy strzelać do niej z pistoletu, czy próbować uśmiercić ją na wszelkie sposoby.Ta cholerna kanalia wie jak przetrwać.Pojawia się w najmniej odpowiednim momencie przytwierdzając nas do muru.Gdybym tylko mogła przenieś się te kilkanaście lat wstecz za pewne nigdy nie poznałby nawet mojego imienia.Ułożyłabym sobie życie z Naruto czy kimkolwiek dla którego choć trochę znaczę.Będąc w akademii myślałam, że życie to anegdotka, w której jest tak wszystko banalnie proste.Łudziłam się, że lew zabójca nagle uświadomi sobie jak bardzo kocha bezbronną owce i postanowi spędzić z nią resztę życia.A to nic bardziej mylnego.Właśnie w tym problem,że tak nie musi być.Przez całe życie można czekać na coś, co nie ma prawa nadejść.Zawsze znajdzie się ktoś kto bez pytania wpieprzy się w czyjeś poukładane życie.Moim najskrytszym pragnieniem było zapewnienie spokoju mieszkańcom Konohy, by świeżo upieczeni Genini w spokoju bez żadnych wojen mogli się kształcić i spełniać swoje marzenia.A sama to wszystko koncertowo spieprzyłam.Mam nadzieję,że następnym razem, gdy spotkamy się ponownie, znajdę w sobie tyle siły, by zadać mu ten decydujący cios..
Subskrybuj:
Posty (Atom)
