Czułam się nieswojo w jego towarzystwo. Co chwilę do moich nozdrzy dolatywał ten męski zapach przez co wirowało mi w głowie. Od przekroczenia granic Suny nie odezwał się do mnie ani słowem. Przez ten cały czas milczał jak grób. Nie zaprzeczę ta cisza była dla mnie niemniej niż krępująca. Czułam na sobie wzrok tej okularnicy. Spoglądała na moją twarz co jakiś czas. Przyglądała mi się z taką pasją, jakbym była dla niej inspirującym obrazem. Mniejsza, o to.
Zastanawiałam się, co mogę zrobić w tej sytuacji. Rzecz jasna mogłam uciec. Ale w głowie ułożył mi się zupełnie inny plan. Skoro mam szansę odkrycia kryjówki Akatsuki, to czemu by nie? Gdy dowiem się wystarczająco wielu rzeczy po prostu się zwinę i powiadomię Hokage-Sama. Tak! To dobry pomysł. Kto wie, czy znowu nie planują jakiegoś ataku? Nie rozumiem ich posunięć. Jestem z Konohy. Przecież mogę ich wydawać. Nie to by było za proste. Nie dadzą mi pewnie takiej szansy. Z całą pewnością działają na zasadzie: Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Flustrujące,
- O czym tak myślisz? - obróciłam głowę w jego stronę. Nie patrzał na mnie tylko przed siebie, ale wiadome było, że kieruję te słowa do mnie.
- Ja.. - zawahałam się.
- Ty. - warknął.
Podniosłam swoje zielone tęczówki i skierowałam swój wzrok na dłoń, która za chwilę zamieniła się w pięść.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam tym samym tonem, co on. Zacisnęłam mocno usta, jakbym wiedziała, że zaraz wydobędą się ze mnie słowa, które nie powinny.
- Barbie, jaka ostra. - zaśmiała się Karin. Okularnica.
Fuknęłam ze złości. Zmierzyłam ją gniewnie wzrokiem, po czym bez wahania odmachnęłam się i dałam jej w twarz. Odskoczyła na parę metrów.
- Ty suko! - wrzasnęła na niemal cały las, przybliżając się w mgnieniu oka.
Byłam gotowa na zapoznawczy sparing. Wcale się nie bałam. Trenowałam u Tsunade. Ciężko. To niezaprzeczalny fakt. Wierzę w siebie i w swoje umiejętności.
- Dość. - powiedział zasłaniając mnie swoim ciałem. Zdziwiło mnie to, ale chyba bardziej wkurzyło. Co on niby sobie myśli? Że dalej potrzebuję niańki? Kogoś kto będzie mnie zasłaniał własnymi plecami? Dalej ma mnie za kulę u nogi. Jestem tego pewna. Stary Sasuke.
- Bronisz jej? - warknęła w jego stronę wymachując rękoma z bezradności.
- Karin, to ja tutaj wydaję rozkazy. To było nie rozsądne z twojej strony. Czyżbyś zapomniała po co istniejesz?
Powiedział to z takim spokojem i powagą, że mogłabym się wzruszyć, gdybym go nie znała. Jak zwykle. Wielki pan przywódca, który nigdy nie może się mylić. Szkoda mi tej dziewczyny nawet. Nie wie w jakim toksycznym gównie tkwi. Jest w niego zapatrzona jak z obrazek. Zrobiłaby dla niego wszystko. Myśli, że to sprawi, że ją zauważy. A jest tylko jedną z wielu.
- Sakura, a ty mniej się na baczności, bo będę musiał skrócić cię o głowę. Nie podskakuj sama wiesz, że to ci się nie opłaci.
Obrócił się w moją stronę tym samym patrząc wprost w moje oczy, które nie wyrażały nic. Jedynie pustkę i zagubienie. Na pewno był zdziwiony, gdy nie ujrzał w nich gorącego pożądania.
- Uchiha - zaczęłam zagryzając dolną wargę. - Po pierwsze. Nie będziesz mi mówił co mam robić. Może jesteś szefem, ale z pewnością nie moim. Nawet nie wspólnikiem. Po drugie. Umiem sama o siebie zadbać. Sama wiem, co dla mnie jest najlepsze. To ty mniej się na baczności. - fuknęłam w jego stronę.
- Straszysz mnie? Grozisz? - w odpowiedzi usłyszałam tylko jego głośny śmiech. - Słodka jesteś. - zmierzył mnie wzrokiem, co przyprawiało mnie o jeszcze większą złość.
*****
Obudziłem się. Czułem jak wszystko przewraca się w moim żołądku. Nie wiedziałem, czy to jawa, czy sen. Szumiło mi w głowie. Kolory stały się dla mnie nie wyraźne. Nie byłem wstanie nawet określić mojej lokalizacji. Silny ból w nodze dawał się we znaki. Ostatnie co pamiętam, to to, że byłem w lesie z Sakurą. Oświeciło mnie.
- Sakura! - rozległ się mój głośny krzyk po sali szpitalnej. Potarłem oczy i ujrzałem obok mnie stojącą pielęgniarkę, oraz Brewkę. Patrzeli na mnie z tym samym zdziwieniem co ja na nich.
- Gdzie jest Sakura?! - próbowałem podnieść się do pozycji siedzącej, ale kroplówka mi to umożliwiała.
- Naruto, spokojnie.. - Pielęgniarka próbowała na próżno uspokoić mnie swoim milusim głosikiem. Chyba chciała mnie przekonać, że wszystko jest w porządku. Ale nie mam 5 lat nie wierzę w to.
- Gdzie ona jest.. - warknąłem.
- To my powinniśmy cię spytać.. - spojrzałem na Lee. Jego oczy były zagubione i smutne. Pozbawione blasku. Jeśli chodzi o Sakurę zawsze takie są.
- Jak to? Co do cholery się stało.. - poklepałem się po głowie, przymykając oczy. Próbowałem przypomnieć sobie więcej szczegółów z tamtego momentu.
- Jedyne co wiemy, to to, że Neji znalazł cię w lesie. Na szczęścia miał w pobliżu trening. Byłeś nieprzytomny przez .. - spojrzała na zegarek. - Dwie godziny. Teraz się obudziłeś.
- Więc nie wiadomo co z Sakurą? - zesmutniałem.
- Nie było nas tam. Nie wiemy nic. - odparł Lee.
- Nie pamiętasz nic? - spytała. - Ktoś was zaatakował?
Myślałem przez chwilę.Ba, ale ja jestem głupi! To Sasuke! Sasuke tam był! Zdrajca Konohy! Na pewno porwał Sakurę! Chcę wiedzieć o wszystkich planach Hokage. Cholera!
- Zawołajcie Hokage..! - znów się wydarłem.
-Już tu jest. Czekał, aż się wybudzisz. Jeśli chcesz to możemy wyjść z Lee i porozmawiacie w cztery oczy.
- Proszę. Będę wdzięczny.
- Dobrze. Chodź, Lee.
Wzięła go za ramię i wyprowadziła z pokoju tym samym przymykając drzwi. Moje myśli wiły się w kłębek. Cholera, po co wrócił? A może on nie wrócił, tylko cały czas był w pobliżu?
- Naruto, nie pokoje się.
Podniosłem wzrok i zmierzyłem słynną Tsuande wzrokiem. Gołym okiem zauważyłem jej wymalowany na twarzy niepokój. Oczy są oknami serca. Pewnie w jej sercu panuje teraz istne tornado.
- Nie pamiętasz nic? - zaczęła.
- Pamiętam. - zacisnąłem dłonie w pięść. - To Uchiha. Sasuke. Wrócił. - przegryzłem dolną wargę jednocześnie zgrzytając zębami.
- Sasuke? - jej oczy wyszły na wierzch. - Jest zdrajcą. Nie jest tutaj mile widziany.
- Znaczy.. spotkaliśmy się w Sunie.. Był z jakimś gościem i różowowłosą.
- Na pewno Sugeistu i Karin. Sasuke jest przywódcą drużyny Hebi, do której oni należą.
- Nie wiedziałem.. Ale.. ale przywódcą? Jak to?
- Nie całkiem, Naruto. - wstała i powędrowała do okna. Chwilę przyglądała się przechodniom. - Pracuję dla Paina. Na pewno chcą przejąć władzę nad Konohą. - ani nie drgnęła.
- Paina? Myślałem, że to Madara jest naszym najgorszym wrogiem.
- Po części Naruto, po części tak. Masz rację. Nagato to słynny lider Akatsuki. Główny antagonista. W sumie podziela i klan Uchiha i Senju.
- Uchiha?! - zerwałem się z łóżka. - Co?!
- Gdy był małym chłopcem Madara przyszczepił mu bez jego wiedzy i zgody, swój Rinnegan. Kiedyś już wprowadził niezłe zamieszczanie do naszej spokojnej wioski. Obawiam się, że mamy kłopoty.
- To on porwał Sakurę! Czy jej coś grozi?!
Znów się zdenerwowałem. Tak bardzo się o nią martwię. Nie tylko jest dla mnie wspólniczką, ale też pierwszą miłością i przyjaciółką.
- Nie sądzę.. - uspokoiłem się trochę. - Nie będzie chciał jej zabijać. Nie miałoby to dla niego żadnej korzyści. Raczej będzie chciał i próbował wyciągnąć z niej informację o Konohie..
- To dużo mniejsze zło niż śmierć.
- Znasz Sakurę. Nie piśnie ani słówka. Znam ją. A on posunie się do rygorystycznych środków.
- Co to znaczy?
- Tortury.. - spuściła głowę w dół.
Nie pozwolę! Nie,nie,nie! Dopóki moja noga stąpa po tej ziemi, będę chronił tego co dla mnie ważne obiema rękami i nogami. Odbijemy Sakurę. Jeszcze dzisiaj.