czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 5.


Uwaga! Od tego rozdziału zmieniłam sposób pisania. Piszę to oczami Sakury. Jeśli zbyt chaotyczne, to przepraszam.

Cisza,która chwilowo zapanowała nie miała nic wspólnego ze spokojem. Chcąc, nie chcąc moje serce biło jak szalone. Łudziłam się, że to tylko przez to, iż dawno go po prostu nie widziałam. Nic się nie zmienił. Może jedynie o kilka cm wyższy, bardziej umięśniony. Fryzura nadal taka sama. Taka sama zagubiona para oczu. Zabiję to uczucie. Kurwa, zrobię to! Nie wiem jak. Ale muszę. Nie mogę kochać zdrajcy mojej własnej rodzinnej wioski. Kochać? Pff, to za mocne określenie. Nie można kochać kogoś kogo nie widziało się kilka lat i nic się o nim nie wie. Nie,nie,nie! W tym momencie moje uczucia były tak sprzeczne jak od dawna nie były. Czułam lekki niepokój i lęk. Spojrzałam na Naruto. Z taką samą pasją mu się przyglądał. Rozumiem go. Z Sasuke było mu jak z rodzonym bratem. Wcale się nie dziwię, że walczył o niego do końca. Ja, głupia zwaliłam na niego cały ten ciężar, a sama nie zrobiłam nic! Cholera, znowu te pieprzone wyrzuty. Zacisnęłam dłonie w pięści mierząc pozostałą dwójkę wzrokiem. Przy okazji natknęłam się na czarne tęczówki.. moje ciało zadrżało.
- Sakura Haruno. - powiedział głośno i wyraźne patrząc na mnie. Otworzyłam lekko usta na znak zdziwienia. Wow, pamięta mnie. To sukces. Brawa dla Uchihy. I Oklaski!
 - Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę.. - przegryzł dolną wargę. Zrobiło mi się niezręcznie. Jego zimny i obojętny wzrok przeszywał mnie na wylot. Do furii doprowadzało mnie to jego poczucie wyższości. Zmierzyłam go wzrokiem otwarcie ukazując mu w moich tęczówkach widoczną irytację. Niech sobie nie myśli, że rzucę się na niego ożywionym słowem Sasuke-kun. W tej chwili przeklinam go.
- Wydoroślałaś. - Nigdy nie przypuszczałbym, że to ty będziesz powodem ruszenia całego Akatsuki.
 Nie wiedziałam o co mu chodzi. Byłam ciekawa, dlaczego tu jest. Misja rangi S?
- Ty za to nie zmieniłeś się w ogóle. - popatrzałam na blondyna. Nareszcie zaszczycił nas swoją obecnością. Gdy tak zawzięcie milczał nawet nie odczuwałam jego obecności tutaj.
- Tak? - zaśmiał się szyderczo.  - Ten twój pokój ducha jest niesamowity.
- Naruto bynajmniej nie jest tchórzem! - szybko złapałam się za usta. Nie chciałam tego powiedzieć. Tak jakoś samo się wyrwało. Jedno jest pewne.. gdy człowiek chcę coś wyznać, a nie może to gromadzi się to w nim. Przez tyle lat było tego na prawdę sporo. Wiele nocy przepłakałam. Wiele nocy spędziłam na ciężkich treningach, by ból fizyczny zagłuszał ten psychiczny. Nie zliczę ile razy moje pięści krwawiły, bo byłam tak wkurwiona, że uderzałam nimi o twardą korę. Czuję się jak tykająca bomba. Nieodpowiednia chwila, a wybuchnę. Jeśli ktoś przetnie tylko jeden zły kabelek.
- Jesteś...
 Domyśliłam się, co chcę powiedzieć. Zmrużyłam powieki, podnosząc konsekwentnie jedną brew. Odwróciłam się do niego tyłem. Nie mogę na niego patrzeć. Mimo seksapilu, który posiada jest zwykłym dupkiem i zdrajcą. Zmieniłby już płytę. Nudny jest, po prostu. Ciągle to samo. Te słowa brzęczą w mojej głowie. Są dobijające. Zaraz jak boga kocham rzucę się na niego. Pokażę mu, że wcale tak nie jest. Że ciężką pracą można pokonać przeszkody nie ważne jak trudne by były.
- Intrygująca..
 Na te słowa wyprostowałam się i wzięłam głęboki oddech.
- Dlaczego nie irytująca? - syknęłam z jadem.
- Wybacz, pomyliłem słowa. - zaśmiał się.
 Co za tupet! Nadal jest tak pewny siebie. Jeśli tylko odkryję, że nadal zależy mi na nim wykorzysta to. Z całą pewnością. Ten egocentryczny barani łeb.
 - Tym razem moją zachcianką będziesz ty, Haruno.
 Na te słowa przeszedł mnie dreszcz. Tylko czy z podniecenia? Z strachu, co ma w planach? Powiedział to tak seksownie, że adrenalina zaczęła mi wzrastać. Wyczułam w tych kilku słowach zobowiązanie. Czy tylko na pewno on ma zamiar to wszystko zrobić?
- Co to znaczy, Uchiha? - odezwał się jej towarzysz.
- Poznasz wreszcie prawdziwą moc Sharingana.. - zmrużył oczy mierząc bezlitośnie go wzrokiem.
 Czuję, że szykuję się zapoznawczy sparing. Czuję, że to moja szansa na udowodnienia mojej użyteczności.  Tyle lat na to czekałam. By w końcu wyjść z cienia. Słońce nikogo nie omija.
- Wiesz.. dziwię się, że pracujesz dla ANBU..  - przerwał i chwilę milczał. - Czyżby twoje bezsensowne i dziecinne marzenia o Hokage nie spełniły się? - zaśmiał się szyderczo.
 Wyczułam w jego głosie sarkazm. Kto, by go nie wyczuł. Powiedział to tak donośnie, jakby z niego szydził.
- Czy ktoś, kto nie był w stanie uratować swojego przyjaciela, może zostać Hokage? Jak myślisz Sasuke?
 Zesmutniałam. W jednej chwili przed oczami miałam wszystkie spędzone razem chwile. Te radosne i te mniej. Team 7 na zawsze pozostanie w moim sercu. Nie wymarzę tego ze swoich wspomnień. W sumie to absurdalne, byłoby to gdybym mogła wymazać z pamięci ludzi, których znam połowę życia. Od akademii. Przecież kochałam się w Sasuke od dziecka. To on był przyczyną mojej zawziętej rywalizacji z Ino. Wtedy nie pomyślałabym nawet, że Uchiha może być akurat ze mną w drużynie. Z zakompleksioną nieśmiałą dziewczyną. Był idolem wszystkich dziewczyn. Nie dziwię się. Mama mówiła 'chuligani' to zła sztuka, a każda z nas w chuliganie miłości szuka. To nie zaprzeczający fakt, że ciągnie nas do złych chłopców. A on w sobie coś takiego miał. Były chwilę, kiedy był przesiąknięty jadem aż do szpiku kości, ale były też momenty kiedy martwił się o nas. Skrycie. Nie zauważalnie. Tak mogło mu się bynajmniej wydawać. Jedną z przełomowych chwil, było, gdy musieliśmy przetransportować Tazunę do Kraju Fal. Haku użył swojej techniki Tysiąc Lecących Wodnych Igieł Śmierci na Naruto i Sasuke. Czarnooki ochronił, wtedy blondyna własnym ciałem i przypuszczaliśmy, że zginął za niego. Przez długi czas nie budził się. W każdy skrawek ciała miał wbity igłę. Widząc go w takim staniu nie powstrzymałam łez zbyt długo. To dawne czasy, ale, kiedy to wspominam to zazdroszczę sobie tego, iż wtedy miałam jeszcze jakąś nadzieję. Że może się nawróci.
- Przykro mi, ale moją zachcianką jest pozbawienie cię życia. - westchnął.
 Nim się zorientowałam się szybko zjawił się tuż obok mnie. Niemal tyknęliśmy się  rozgrzanymi ciałami. Czułam jego obecność. Jego zapach. Stał tak blisko, jak nigdy. Dmuchał w moje długie różowe włosy. Miał cholernie ciepły oddech, który podrażniał moją miękką skórę. Czułam jak przez moje ciało przechodzi fala podniecenia.
- Zapomnij o byciu Hokage, bo to ja tu jestem najlepszy.
 Oboje milczeliśmy. Naruto ze zdziwienia.. a ja? Chyba po prostu nie wiedziałam co mam powiedzieć. To wszystko działo się tak szybko. Nie miałam ani chwili na zastanowienie się, co on właściwie tutaj robi. Moje pytanie pozostaje dalej bez odpowiedzi.
- Nie cofnę.. - po dłuższej chwili zastanowienia, jednak odezwał się tym samym przerywając irytującą ciszę. - Moich słów. To moja droga ninja! - poprawił swoją maskę ANBU.
- Suigetsu, Karin! - zawołał chyba swoich towarzyszy.
 Widziałam ich już kilka razy wcześniej. Wiem, że należą do Akatsuki, a wcześniej pracowali dla Orochimaru. Kakashi coś nawet mi na ich temat szepnął parę razy do ucha. Karin to jego teraźniejsza przyjaciółka z drużyny. Pierwszy raz usłyszałam jej imię, gdy Sasuke uratował ją na egzaminie na chuunina. Ale byłam, wtedy wściekła. Okularnica! Może to wredne, ale pocieszam się tym, że jest ode mnie brzydsza. Myślę, że nie stanowi żadnej konkurencji.
Ale białowłosy? Suigetsu jest nazywany Demonem z Ukrytej Mgły nie bez powodu. Posiada nietypowy sposób pokonywania przeciwnika, a mianowicie wyrywania kończyn. Zdaję sobie sprawę, jakie to musi być bolesne. Auć, na samą myśl, o tym boli mnie. Jego słabością.. nie pamiętam co jest, ale wiem, że musi nosić zawsze butelkę z wodą. Może to ma coś wspólnego z piorunami?
 Moje głębokie rozmyślenia przerwał krzyk mojego przyjaciela. Szybko odwracając się zauważyłam Naruto otoczonego wodą. Nie daleko stał słynny fioletowooki. Pewnie zmanipulował wodę. Cholera to zaawansowana technika, której nie dam rady strwonić. Jaki on musi być szybki, że Naruto nie zdążył go zaatakować lub odeprzeć ataku?
- Naruto! - krzyknęłam z bólu.
 Nie fizycznego.
 Chciałam jak najszybciej rzucić się na Suigetsu. Niech tylko zrobi mu krzywdę, a sama wyrwę mu każdą kończynę jego ciała!
 Zdziwiłam się, gdy poczułam opór. Czyjaś dłoń uniemożliwiła mi atak. Jakby ta osoba przewidziała, co mam ochotę zrobić. Zastygłam w bez ruchu. Bałam się odwrócić. Bałam się natrafić na tęczówki czarne jak dno studni. W mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl; Dlaczego? Po tylu latach zjawia się nie wiadomo z kim i po co. A co do Uchihy.. zabolało mnie to. Dotarło do mnie, że dalej jestem bezsilną dziewczynką jeśli chodzi o przyjaciół. Bo jeżeli chodzi o wrogów, to zabijam bez namysłu. Nie mam żadnych oporów.
 Ale przy nim zmiękłam. Łza poleciała z mojego prawego oka, a tuż po chwili zatrzymała się na moim siarczystym policzku. Znowu się pojawił w moim życiu. Nie wiadomo na jak długo. Pewnie na chwilę. Już dawno wyrosłam z moich głupkowatych marzeń. Wiem, że się nie zmieni. Dopóki nie posiądzie zemsty. Ale dlaczego do cholery miesza w to mnie i Naruto. Niech robi sobie co chce, niech zabija kogo chce. Tylko niech trzyma się od Konohy i nas z daleka! Wystarczająco dużo przez niego wycierpieliśmy. Czy to dla niego wciąż za mało? Chcę nas całkowicie zniszczyć i pozbawić na zawsze chakry, byśmy go popamiętali? Nie zasłużyliśmy sobie na to, o nie! Naruto zawsze ratował mu te egoistyczne dupsko! Był w stanie oddać dla niego życie! I wiem, że zrobiłby to bez zastanowienia, gdyby sytuacja tego wymagała! Ja.. kochałam go bezgranicznie! Byłam w stanie odejść z wioski dla niego. Być z nim. Mieć go przy sobie w zamian za pomoc w chorej zemście. To tylko tyle? Chyba aż!
  Nie wątpię w jego siłę, ale nie wątpię też w siłę Naruto. Wiem, że jeśli doszło, by do walki pomiędzy ich dwojga byłby remis. Ale po co tu osoba trzecia. Naruto nie jest w stanie sam uwolnić się z tej osłony wodnej. Do jasnej anielki, ta technika musi mieć jakiś słaby punkt. Tylko jaki. Gdyby był tu Pakkun może by nam powiedział.

- Dlaczego.. - wyszeptałam.
 Przy tej panującej znowu ciszy każdy słyszał moje cicho wypowiedziane słowo. Jego uścisk zrobił się mocniejszy. Mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Pójdziesz z nami, Sakuro.
- W życiu! - zaczęłam się wyrywać.
 Tarmosić. Wszystko jedno. Na tyle ile miałam sił. Nie pozwolę mu znów mieć nad sobą władzy.
- Uspokój się. Chyba, że chcesz, by Suigetsu udusił twojego przyjaciela.. - przyjrzał mi się badawczo.
- Żartujesz! Nie możesz tego zrobić! - czułam jak w środku cała krzyczę i kipię ze złości.
- A niby czemu nie. Udowodnić ci. Dobrze. Suigetsu..
 Z całej siły uderzyłam go w twarz. Spoliczkowałam słynnego przywódcy drużyny Hebi. Rozwścieczyło go to nie na żarty, ale nie bałam się ani chwili. Jeśli mam skończyć w ten sposób, to okej. Zrobię to. Niech tylko puści Naruto, a wtedy on już mnie pomści. O to nie muszę się martwić.
- Zapamiętam to sobie.. - warknął. - Będziesz mnie przepraszać na kolanach, Haruno. Jednak nie mogę cię zabić na co straszliwie nadal mam ochotę.. - szepnął mi na ucho.
 Zadrżałam. Jego słowa przeszły mnie na wylot. I w sumie zabolały..
- Proszę, nie rób mu krzywdy..! - prychnęłam ze złością.
- Obiecuję, ale jeśli grzecznie pójdziesz z nami.
 Westchnęłam. W mojej głowie toczyła się teraz walka pomiędzy moimi uczuciami i emocjami. Muszę go uratować, ale czy pójście z Sasuke to taka świetna opcja. Zdaję sobie sprawę, że sama nie dam rady im trzema. Technika Suigetsu jest niczego sobie i nie taka prosta do odblokowania. Jeszcze chwili, a udusi Naruto. Jestem tego pewna. Dlatego już wiedziałam jaka nastąpi kolej rzeczy.
- Dobrze, ale zostaw go.. - syknęłam spuszczając głowę z bezradności i bezsilności. //
- Sakura, nie! - jego krzyk tłumił cały mój ból. Wiedziałam, że robię coś czego będę żałować, albo i nie.
- Suigetsu puść go. - oświadczył jednocześnie ciągnąc mnie za sobą. Jego uścisk był tak żelazny jak nigdy. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam blondyna stojącego na ziemi. Ale chwila.. Nadal był otoczony wodą. Czyżby mnie oszukał?
- Nie martw się. Gdy odejdziemy na co najmniej 2km, ta otoczka zniknie, a Naruto pójdzie wolno. - powiedział białowłosy z troską.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Kobieca intuicja.. - warknał Uchiha przerzucając mnie sobie przez ramię jak worek ziemniaków.
 Nie spodobało mi się to, ale wiedziałam, że to jedyne wyjście z tej okropnej sytuacji. Jak moja babcia Tsunade-sama się o tym dowie.. Ale wstyd! Tak łatwo dać się podejść wrogowi. Ale w sumie.. to nie byle jaki wróg. To A k a t s u k i .


Wiem, ze są bledy jutro je poprawie, bo jest juz pozno a ja jestem straszliwie zmeczona.
Buziaki

2 komentarze:

  1. Hej.
    Dzisiaj trafilam tutaj i bardzo mi się podoba. Proszę cue nie stawiaj żądań typu komentarze bo rzadko kiedy to wychodzi na dobre. Zaskakuje mnie dużo rzeczy, ale ta uległość Haruno dobija. Jak w jednej chwili robisz z niej maszynę do zabijania to q drugie nie rób dziewczynki która bez rodziców SE nie poradzi. Zamiast poddania się mogła zrobić kolna ( jak wyczula wroga ) i walczyć z ukrayci. To Haruno jedna z najlepszych strategów i naj mądżejsza z osób w klasie. No proszę nawet na teście na chunnina nie była taka ciamajdowata.
    Pozdro i Weny
    Ewcia Nee-Chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej.
      Nie stawiam żądań, po prostu jestem takiego zdania, że jeśli ktoś to czyta to po prostu chciałby przeczytać kolejny rozdział. Zawsze zniosę krytykę, ale nienawidzę 'nicości'. Jeśli nikomu, by się blog nie spodobał to po co miałabym go kończyć? Nie miałabym nawet motywacji do tego, a co więcej chęci.
      Tak masz rację Sakura jest raz taka, a raz taka. Chyba kieruję się pierwszą serią, gdy właśnie tak się zachowywała. Chciałam trochę oddać odzwierciedlenie tego. To na razie początek, łatwo się poddała, to fakt, ale nie mam zamiaru z niej zrobić ciamajdy. Mam nadzieję, że to nie razi aż tak w oczy.
      Pozdrawiam

      Usuń